"Manon" z Polką w roli tytułowej
przez Helen Lewis
Do Opery w Magdeburgu, który oddalony jest od Berlina półtorej godziny jazdy, zawsze przyjeżdżamy znacznie wcześniej, aby pospacerować po tym mocno historycznie związanym z Polską mieście. Magdeburg zaskakuje z jednej strony żywotnością swoich mieszkańców, a z drugiej strony co raz to nowymi rowami wykopanymi w poprzek głównych arterii miasta. Teraz jeszcze doszły prowizoryczne wiadukty na magistrali miejskiej i kompletnie rozkopany plac w samym centrum miasta – obok Starego Rynku. W efekcie obok Opery nie jeżdżą tramwaje a przystanek „Opernhaus” jest nieczynny.
Ale wróćmy do rzeczy! 16 maja, chodząc po mieście nie znaleźliśmy ani jednego plakatu opery Manon. A przecież reklama jest dźwignią handlu! Potwierdzeniem naszych obaw była świecąca pustkami widownia, która tu zwykle jest wypełniona. Co się dzieje? To pytanie kierujemy do Działu Reklamy Teatru Magdeburg.
W każdym razie to nie młody zespól Opery Magdeburg jest winien tej sytuacji. Wszyscy śpiewacy: soliści i chór wykonują brawurowo swoje zadania. A nie są one łatwe: zacznijmy od języka: francuski nie jest ulubionym dialektem śpiewaków operowych. Mimo to rozumie się niemal każde słowo (jeśli ktoś oczywiście zna francuski!).
Drugim czynnikiem nieco obniżającym wartość tego przedstawienia jest inscenizacja Jamesa Bonasa. Akcja Manon Masseneta rozgrywa się w sześciu różnych miejscach, tymczasem w Magdeburgu wszystko pokazane jest w gabinecie z ruchomymi lustrami (scenografia i bardzo udane ! kostiumy: Thibault Vancraenenbroeck). Reżyser postawił śpiewaków z przodu, większość scen rozgrywa się w bezpiecznej odległości od dyrygenta (Christian Øland – nowy Generalny Dyrektor Muzyczny Teatru Magdeburg), więc mogą swobodnie muzykować, co też czynią z godną podziwu perfekcją. Z muzycznego punktu widzenia, ta typowa Opera belcanto nie cierpi z powodu oszczędności optycznej, jednak widz skonfrontowany z nieco monotonnym materiałem, żeby nie wiem jak pięknie zaśpiewanym, w pewnym momencie zaczyna odczuwać niedosyt. I tutaj przypomniały nam się podobne sytuacje z Napojem Miłosnym w Magdeburgu i Traviatą, o której pisałam przy okazji występów polskiego tenora Adriana Domareckiego. Patrząc na scenografie tych przedstawień trzeba stwierdzić, że nie są one wcale „oszczędne”, czy niefunkcjonalne, ale we wszystkich tych przypadkach wystarczyło inwencji tylko na jeden akt… W Napoju Miłosnym cały czas podziwialiśmy „Popołudnie Fauna” na leśnej polanie, Traviata rozegrała się na tle wielkiego prześcieradła, a teraz Manon w gabinecie lustrzanym! Zmiana konfiguracji luster to już niestety całe urozmaicenie. Na dodatek wszystko czarne, jak w kaplicy cmentarnej.
Manon to opera w pięciu aktach kompozytora Julesa Masseneta. Libretto napisali Henri Meilhac i Philippe Gille na podstawie powieści Historia Kawalera Des Grieux i Manon Lescaut (1731) autorstwa Abbé Prévosta. Premiera odbyła się 19 stycznia 1884 roku w Opéra-Comique w Paryżu.
Akt pierwszy rozgrywa się w gospodzie w Amiens, gdzie panowie Roué Guillot de Morfontaine i de Brétigny przebywają wraz z trzema młodymi przyjaciółkami. Goście są głodni i spragnieni. Gdy przyjeżdża dyliżans, gromadzą się ciekawscy mieszczanie, wśród nich jest żołnierz Lescaut, który ma odebrać swoją kuzynkę Manon, młodą dziewczynę z prowincji i zawieźć do klasztoru, ale jest on bardziej zainteresowany grą w karty niż pilnowaniem swojej uroczej kuzynki. Czekając na kuzyna, Manon musi odpierać jednoznaczne propozycje bogatych panów de Morfontainea i de Brétigniego, poznaje też kawalera Des Grieux, który zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Wraz z Des Grieux podejmują decyzję o ucieczce i rozpoczęciu nowego życia w Paryżu.
Akt drugi
W paryskim mieszkaniu Des Grieux i Manon czytają list, w którym Des Grieux prosi ojca o zgodę na ślub. Odwiedzają ich tu Lescaut i De Brétigny. Lescaut jest oburzony z powodu urażonego honoru rodziny, ale daje się przekonać o uczciwych zamiarach kawalera Des Grieux. W międzyczasie De Brétigny oferuje Manon bogactwo i blask w zamian za miłość, jeśli tylko pozwoli, by jej ukochany na rozkaz ojca został siłą od niej zabrany. Z ciężkim sercem Manon żegna się ze wspólnym życiem z Des Grieux i zgadza się na porwanie.
Akt trzeci
Scena pierwsza
Festiwal ludowy na Cours-la-Reine w Paryżu to dla Manon okazja do olśniewającego występu: jest najpiękniejsza i żyje tylko chwilą. Na cześć Manon balet opery daje specjalny występ. Nawet przybyły z prowincji hrabia Des Grieux, ojciec byłego kochanka Manon, musi przyznać, że mógłby ulec jej wdziękom. Od hrabiego Des Grieux Manon dowiaduje się, że jego syn wkrótce ma przyjąć święcenia kapłańskie, ale Manon nie chce wierzyć, że młody Des Grieux mógł o niej zapomnieć i udaje się do seminarium duchownego Saint-Sulpice…
Scena druga
W seminarium w Saint-Sulpice kawaler Des Grieux jest podziwiany za swój talent kaznodziejski. Jego ojciec po raz ostatni próbuje przekonać syna do zawarcia odpowiedniego małżeństwa, ale na próżno. Młody Des Grieux odsyła go: chce poświęcić swoje życie Bogu i w ten sposób zapomnieć o ukochanej. Wtedy pojawia się Manon, prosi Boga o wsparcie i błaga Des Grieux o przebaczenie. W końcu Chevalier nie może dłużej opierać się jej czułościom i ponownie wiąże się z nią.
Akt czwarty
Potrzeba luksusu Manon pochłania ogromne sumy. W salonie gier hotelu Transylwania Manon zmusza kawalera De Grieux do spróbowania szczęścia w grze, aby ponownie zdobyć pieniądze. Des Grieux gra w końcu przeciwko Guillotowi i faktycznie nieustannie wygrywa, dlatego Guillot oskarża go o oszustwo i wściekły opuszcza salę, by wkrótce powrócić nie tylko z policją, ale także z ojcem Des Grieux. Na pozór młody Des Grieux zostaje aresztowany, podczas gdy Manon, jako jego wspólniczka, zostaje faktycznie zatrzymana i osadzona w więzieniu dla kobiet.
Akt piąty
Des Grieux w towarzystwie Lescaut czeka przy drodze do Paryża na skazane na banicję dziewczęta, wśród nich Manon, aby ją uwolnić. Wynajęci ludzie jednak ich zawiedli, więc próby siłowego uwolnienia wydają się bezcelowe. Lescaut przekupuje sierżanta ostatnimi pieniędzmi, a śmiertelnie chora Manon zostaje na krótko zwolniona z więzienia. W ten sposób kochankowie spotykają się po raz ostatni. Manon żałuje swoich grzechów i prosi ukochanego o przebaczenie. Przypomina mu ich wspólną historię, szczęście i czułość, po czym umiera w jego ramionach.
I teraz przejdźmy do wykonawców głównych ról:
Manon - Anna Malesza-Kutny zachwyca wprost swobodą wykonania tej jakże trudnej partii. Muszę tutaj napisać o tym, że oprócz technicznej perfekcji to przede wszystkim przepięknie brzmiący sopran. Na szczęście umiejętności i ogromna muzykalność polskiej śpiewaczki. pozwalają go wyeksponować we wszystkich odcieniach, czy to w górze, w średnicy, czy w ciepłych, soczystych „dołach”. Również aktorsko Malesza-Kutny przekonuje w każdej scenie. Zarówno jako zalotna dama z Paryża, jak i wycieńczona, umierająca więźniarka. To na dodatek piękna dziewczyna, a warto wspomnieć, że jest również koncertową skrzypaczką!
Tenor Aleksandr Nesterenko z wielką pieczołowitością odtwarza rolę kawalera Des Grieux. Jego piękny liryczny tembr doskonale współbrzmi z sopranem Maleszy-Kutny, skupiając na sobie uwagę przez cały czas, kiedy ten śpiewak znajduje się na scenie. Nie do przecenienia jest też jego aparycja.
Baryton Marco Pantelić kazał wprawdzie uprzedzić publiczność przed przedstawieniem, że jest nieco niedysponowany, jednak może poza jednym momentem nie było to zauważalne. Jego Lescaut jest zarówno wokalnie jak i aktorsko przekonujący, granicząc miejscami z nonszalancją. Pantelić to jednak doświadczony śpiewak, pozostaje w roli bez kompromisów i bez oszczędzania się – mimo niedyspozycji.
Jak już pisałam na początku, cały zespół jest godzien podziwu. Jeśli chodzi o obsadę, to nie ma tutaj słabych punktów: Manon Lescaut - Anna Malesza-Kutny, Chevalier Des Grieux - Aleksandr Nesterenko, Lescaut - Marko Pantelić, Comte Des Grieux - Johannes Stermann, Guillot de Morfontaine - Oliver Huttel, Monsieur de Bretigny - Mingyu Ahn, Poussette - Rosha Fitzhowle, Javotte - Jeanett Neumeister, Rosette - Claire Péron.
Jak zwykle dynamiczny i wspaniale reagujący scenicznie Chór Opery w Magdeburgu przygotował dyrektor Martin Wagner. Orkiestra Filharmonii Magdeburskiej doskonale reaguje na batutę GDM Christiana Ølanda. Ciekawe, jak ta współpraca dalej się będzie rozwijać.
Podsumowując: do Magdeburga warto pojechać! Nawet, jeśli inscenizacja pozostawia pewien niedosyt, to można tam posłuchać doskonałych śpiewaków i niemal bezbłędnie grającej orkiestry. I to wszystko za zupełnie inne pieniądze, niż w stolicy!
Jak napisałam wyżej, byliśmy na przedstawieniu 16 maja. Pozostały już niestety tylko dwa spektakle Manon: 29 maja i 7 czerwca tego roku. Jak dowiedzieliśmy się z wiarygodnego źródła, Manon schodzi z afisza. A szkoda!