Znieczulica wobec białych
przez James Wilson
Vickrum Digwa, psychopata, sześć razy dźgnął Henry'ego Nowaka nożem o długości ostrza 21 centymetrów. 18-latek miał pecha, że wieczorem 3 grudnia 2025 r. wszedł w drogę Digwie. Ciężko ranny Nowak próbuje uciec przed swoim mordercą. Ten kradnie mu telefon i pozbawia Nowaka możliwości wezwania pomocy. Nie zadowalając się tym, Digwa filmuje swoją ofiarę, jak powoli umiera, i wyśmiewa się z Nowaka.
Sąsiedzi powiadomili policję poprzez numer alarmowy. Nie pojawia się żaden policjant. Za to przybywa rodzina Digwy: ojciec, matka, brat. Nikomu nie przychodzi do głowy, by wezwać pogotowie. Matka zabiera narzędzie zbrodni, by chronić syna. Ojciec próbuje podnieść Nowaka, by poprzeć wymyśloną, najprawdopodobniej uzgodnioną wcześniej, historię - brat Digwy dzwoni pod numer alarmowy i alarmuje policję. Kłamie, że on i jego brat zostali „zaatakowani na tle rasowym”.
W międzyczasie minęło około 30 minut. Pojawia się patrol policji z Hants w składzie prawdopodobnie trzech funkcjonariuszy; zgłoszenie brata Digwy, zawierające słowo „rasistowski”, skłoniło ich do działania i wyposażyło w odpowiednie uprzedzenia odnosnie tego, co zastaną na miejscu. A na miejscu zastają ojca „Digwę”, który swoje nieudane próby podniesienia Nowaka tłumaczy tym, że Nowak ma „krew w ustach”.
Sam Nowak w tym momencie jest jeszcze w stanie powiedzieć stosunkowo wyraźnym, choć ewidentnie zdławionym przez krew w ustach głosem, że nie może oddychać i został zraniony nożem. „Nie sądzę, żebyś był ranny” – to lakoniczny komentarz jednego z funkcjonariuszy, który wykazuje pogardę dla człowieka.
Zamiast zająć się Nowakiem, sprawdzić, czy chłopak faktycznie krwawi, bo zostawił ślad krwi, zamiast zbadać go pod kątem ran kłutych – co jest raczej prostym zadaniem, którego wykonania można oczekiwać nawet od największego idioty w mundurze – zamiast potraktować poważnie jego paniczne oświadczenie, że nie może oddychać, „funkcjonariusze” aresztują …Nowaka.
Ciągną go po ścieżce pełnej kamyków i przewracają na brzuch, aby założyć mu kajdanki.
Do tego momentu Nowak 4 razy zwracał uwagę, że został ranny nożem, a około 9 razy, że nie może oddychać. To skutek ciosu, który przebił jego płuco i teraz wypełnia je krwią. Wszystko to nie niepokoi tych nieludzkich kukieł w mundurach. Wręcz przeciwnie: wyjaśniają Nowakowi, że ma prawo do milczenia i że wszystko, co teraz powie, może zostać wykorzystane jako dowód przeciwko niemu.
Ale Nowak nie ma zamiaru nic więcej mówić. W tym momencie jest co najmniej nieprzytomny, a prawdopodobnie już martwy: "Jego źrenice nie reagują", stwierdza funkcjonariuszka i pozwala upłynąć kolejnym minutom, zanim w zawiłościach jej mózgu, okaleczonego przez indoktrynację ideologią "woke" i postkolonializmem, pojawi się pomysł, że można wezwać pogotowie.
Pomysł ten zostaje sformułowany i faktycznie zrealizowany. Lekarz pogotowia, który przybywa na miejsce helikopterem, może jedynie stwierdzić zgon Nowaka.
Przez cały ten czas centrum ratunkowe NHS znajduje się w odległości 10 minut spacerem. Nie wiadomo, czy Henry Nowak mógłby jeszcze żyć, gdyby nie miał pecha trafić na funkcjonariuszy policji, których zdolność do empatii i postrzegania jest tak okaleczona, że nasuwa się pytanie, czy mamy tu do czynienia z w pełni sprawnymi ludźmi. Sam fakt, że taka możliwość istnieje, wywołuje osłupienie i gniew.
Jak donosi Sunday Times, policja hrabstwa Hants, banda, do której należą ci nieudacznicy w mundurach, która przez cały czas, gdy Henry Nowak jeszcze żył, odmówiła mu wszelkiej pomocy, zamierzała trzy dni po zdarzeniu, 6 grudnia 2025 r., opublikować raport z incydentu, w którym Henry Nowak miał być przedstawiony jako AGRESOR, jako ten, od którego wyszło całe zło.
Mimo że policja w Hants wiedziała już o tym, że Nowak jest ofiarą, a nie sprawcą, mimo że wiedziano tam, że Vickrum Digwa i jego rodzina kłamali na miejscu zdarzenia i próbowali przedstawić się jako „ofiary”, podjęto próbę przedstawienia opinii publicznej oszczerstwa.
Nie doszło do tego tylko dzięki zdecydowanej interwencji rodziny Henry'ego.
Kto sądzi, że na czele policji w Hants stoją osoby posiadające choćby minimalną dozę przyzwoitości i empatii, ten się myli, ponieważ, jak również wyszło na jaw, „strażnicy prawa i porządku” chcieli za pomocą komunikatu prasowego ingerować w toczące się postępowanie przeciwko Digwie, aby zwalczać rzekomą „dezinformację w Internecie”.
PROKURATOR GENERALNY (DPP) musiał zwrócić uwagę policji hrabstwa Hampshire, że takie postępowanie stanowi naruszenie prawa.
Za codzienne funkcjonowanie policji w Hants odpowiada komendant Alexis Boon, człowiek, który już w Londynie, jako członek policji MET, pozostawił po sobie niemały ślad podlizywania się, wyrażając głębokie współczucie rodzinie przestępcy zastrzelonego przez policję podczas próby zabicia funkcjonariuszy, którzy go zatrzymali.
Za postkolonialistyczny kierunek strategiczny, a tym samym za „woke” – zaniedbania policji w Hants, odpowiada komisarz ds. policji i przestępczości (PCC) Donna Jones.
Oboje powinni rozejrzeć się za przyzwoitością, a może nawet jeszcze lepiej - za innym zajęciem.
W strumieniu gówna, jakim są media „głównego ścieku”, pływają ludzie, którzy paplają o „prawicowych ekstremistach”, bo nie potrafią nic innego. Nie dostrzegają zagrożenia ze strony islamistów i sprzymierzonych z nimi lewackich bojówek. Jakże pustymi muszą być ci ludzie, jakże pozbawionymi jakiejkolwiek ludzkiej wrażliwości...