Tragedia w Nepalu

przez Bartek Bukowski

26 sierpnia w Himalajach oderwał się fragment lodowca. Lawina lodu i skał dotarła do przejścia granicznego Kyirong (chiń. Jilong) w ciągu 6 minut. Przejście przestało istnieć. Po obu stronach granicy bilans ofiar przekroczył tysiąc.

Dalej ciekawa jest nie geologia, tylko to, co z tym zrobiły oba państwa.

Nepal: 987 zabitych, 3916 zaginionych, blisko 12 tys. uratowanych. Dane aktualizowane codziennie. Zagraniczni dziennikarze weszli do strefy katastrofy, rozmawiali z ocalałymi i rodzinami.

Chiny: 16 zabitych, 546 zaginionych. Dane z niedzieli, od tego czasu bez zmian. Proporcja jest nierealistyczna; chińscy ratownicy sami mówili, że budynki w strefie uderzenia zostały zrównane z ziemią i nie widać żadnych śladów życia. Korespondentka ABC składała formalne wnioski o wjazd do Tybetu, zarówno indywidualnie, jak i w ramach oficjalnego wyjazdu prasowego. Odmówiono jej, uzasadniając to trudnym dostępem i ryzykiem kolejnych osunięć. Innym dziennikarzom też odmówiono. Dodatkowo zawieszono wydawanie przepustek do regionu Shigatse, części Tybetu, w której leży przejście. Bez nich cudzoziemcy nie mają tam wstępu.

Nagranie z kamery pokazujące zalanie przejścia obiegło świat. Na chińskich platformach trudno go znaleźć. China Digital Times udokumentował, że użytkownicy WeChata nie mogli przesłać dalej dwóch filmów z Kyirong. Policja ukarała mężczyznę, który pod filmem z katastrofy podał, zdaniem władz, zawyżoną liczbę ofiar. Bez sądu i procesu: w Chinach o takich karach decyduje sama policja. Kobieta musiała usunąć wpis o przyczynach katastrofy, przejść „krytykę i edukację" i podpisać zobowiązanie do poprawy zachowania w sieci.

Ponad 200 rodzin dojechało do punktu kontrolnego pod Kyirong i nie zostało wpuszczonych dalej. Pobrano od nich próbki krwi, nie mówiąc, do czego posłużą ani kiedy będą wyniki. Jeden z mężczyzn powiedział, że chce dotrzeć na miejsce choćby po to, by przywieźć garść ziemi.

Trzy miesiące przed tragedią, Nepal prosił Chiny w Katmandu o wczesne dane o ruchach lodowców i o wspólną inwentaryzację jezior polodowcowych. Strona chińska odpowiedziała, że nie ma mandatu do podpisania porozumienia. Nepal zgłaszał to samo rok wcześniej.

Nikt nie twierdzi, że Chiny spowodowały tę katastrofę. Wykrycie takiego oberwania jest naprawdę trudne, a strefy źródłowe znajdują się powyżej 5000 m.

Rzecz w czym innym: Chiny mają nieporównanie większe możliwości monitoringu niż Nepal i kontrolują górne biegi kilku głównych nepalskich rzek. I dzielą się danymi wybiórczo: prognozy opadów tak, poziomy wód i ruchy lodowców nie. Wszystko bez wiążącej umowy, na własnych warunkach. Takie chińskie win-win. Pekin od lat mówi o Nepalu jako o partnerze i o wspólnym rozwoju. Katastrofa pokazuje, co ta formuła obejmuje, a czego nie: ekipy ratunkowe i deklaracje - tak, ale wiążąca umowa o wymianie danych, o którą Nepal prosi drugi rok z rzędu, już nie. 

Po raz kolejny widzimy, jak w Chinach polityka jest nadrzędna wobec wszystkiego. Informacja nie jest dobrem wspólnym, lecz zasobem państwa.

 

Za: Hanna Shen

//

Wróć

Aktualności

Immer wieder kopfüber
Polacy to autochtoni
Kabel do Wi-Fi
Pełzająca islamizacja

Wydarzenia

> Październik 2026 >
Nie Pon Wto Śro Czw Pią Sob
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31