Zrabowane przez Niemców polskie dzieła sztuki, cz. I.
przez Maria Legieć
W niedawnych audycjach radiowych dla „Radio Chicago” i "Rozmaitości” w Detroit, mogli Państwo usłyszeć moje zdanie; „Miliony zamordowanych, setki spalonych miast i wsi, zniszczone elity, rozbite rodziny, zrabowane dzieła sztuki - o tym będzie mój następny felieton.”
Dzisiaj udowodnię, że ja – nie jak Tusk, dotrzymuję słowa. Ten felieton skierowany do Państwa właśnie poświęcam tematowi: „Zrabowane przez Niemców dzieła sztuki”
Polskę dotknęła jedna z największych grabieży w historii ludzkości!
Nasza Ojczyzna padła ofiarą jednej z największych grabieży dóbr kultury w historii. Nie chodzi tylko o obrazy i rzeźby. Ukradziono nam część narodowej pamięci – rękopisy, archiwa, biblioteki, zabytki sakralne i bezcenne dzieła sztuki. Ogromna część tych skarbów do dziś pozostaje poza granicami Polski.
Ta grabież polskiego dziedzictwa rozpoczęła się jeszcze w okresie zaborów. Wywożono wtedy między innymi inkunabuły z Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu, srebrne naczynia liturgiczne, obrazy i zabytkowe rzeźby z kościołów Pomorza i Wielkopolski oraz kolekcje magnackie, między innymi Sułkowskich z Rydzyny.
Największy rabunek nastąpił jednak podczas II wojny światowej.
Niemcy przygotowywali się do niego jeszcze przed 1 września 1939 roku. Specjalni wysłannicy i szpiedzy sporządzali listy najcenniejszych polskich dzieł sztuki, archiwów, bibliotek i kolekcji. Wiedzieli dokładnie, po co przychodzą.
Do dziś nie wiadomo, ile zrabowanych dzieł znajduje się w niemieckich muzeach, magazynach czy prywatnych kolekcjach. Niemieccy eksperci sami przyznają, że muzea, domy aukcyjne i handlarze sztuką nie są skłonni współpracować przy ustalaniu pochodzenia wielu eksponatów. Dodatkowo niemieckie prawo dopuszcza możliwość nabycia własności rzeczy skradzionej po trzydziestu latach, co jeszcze bardziej utrudnia odzyskanie polskich strat.
Wiele dzieł pozostaje w rękach rodzin dawnych funkcjonariuszy III Rzeszy, handlarzy sztuką lub instytucji muzealnych.
W sumie ofiarą niemieckich rabunków padło ok. 516 tys. dzieł polskiej sztuki i zabytków oraz także ponad 22 mln księgozbiorów i archiwaliów. Żeby to wybrzmiało szczegółowiej – powołam sią na opracowania historyka i archiwisty, pracownika naukowo-dydaktycznego Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu - Dariusza Matelskiego pt. „Grabież i restytucja polskich dóbr kultury od czasów nowożytnych do współczesnych” oraz „Losy polskiego dziedzictwa kulturalnego w latach drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu w historiografii” (w „Studia Podlaskie” 17, 299-318 z 2007-2008). Na podstawie tych opracowań dowiadujemy się, że niemieccy okupanci przechwycili co najmniej 11 000 polskich obrazów, 75 000 rękopisów, 25 000 map, 22 000 antyków i 300 000 historycznych tekstów.
Powojenne szacunki (obejmujące wyłącznie zbiory udokumentowane – nie wszystkie muzea prowadziły spisy przed wojną) uzupełniają tę listę: zniknęło 1,4 tys. cennych rzeźb, 15 mln książek z różnych okresów, 25 tys. map zabytkowych, 300 tys. grafik. Ponadto zniszczono 26 tys. bibliotek szkolnych, 4,5 tys. bibliotek oświatowych i 1 tys. bibliotek naukowych.
Świat zainteresował się problemem rabunku polskich dzieł sztuki, co prawda tylko na krótko - w 2013 roku, kiedy odkryto kolekcję obrazów u Corneliusa Gurlitta, monachijskiego potomka hitlerowskiego handlarza sztuki. Sprawa wywołała dyskusję o tzw. „Raubkunst” – sztuce zrabowanej przez Niemców podczas wojny. Okazało się wtedy, że po wojnie do niemieckich depozytów trafiły dziesiątki tysięcy obrazów, rzeźb i innych dzieł odebranych nazistowskim dygnitarzom, takim jak Hermann Göring, Martin Bormann czy Heinrich Hoffmann.
Znaczna część tych zbiorów nadal znajduje się w niemieckich muzeach.
„Bild” podał, powołując się na dane niemieckiego Ministerstwa Finansów, że państwowe kolekcje mogą nadal zawierać około trzech tysięcy dzieł zrabowanych głównie właścicielom żydowskim i polskim. Przez trzydzieści lat Niemcy zwrócili zaledwie około sześćdziesięciu dzieł sztuki.
Nawet niemiecki tygodnik „Der Spiegel” nazwał takie postępowanie „niemiecką moralną katastrofą”.
Najbardziej znanym symbolem tych strat pozostaje „Portret młodzieńca” Rafaela Santi – uznawany za najbardziej poszukiwany obraz świata. Został zrabowany w 1939 roku z kolekcji książąt Czartoryskich i trafił do rezydencji Hansa Franka. Gdy Frank uciekał przed Armią Czerwoną, obraz zniknął. Do dziś nie odnaleziono żadnego pewnego śladu. W Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie wisi jedynie pusta rama. Jest ona symbolem nie tylko jednego zaginionego obrazu, ale także ogromnej części polskiego dziedzictwa, którego wciąż brakuje.
Nie wolno zapominać, że przez trzy miesiące od kapitulacji Powstania 2 października 1944 do wejścia Sowietów w styczniu 1945, Warszawa była systematycznie plądrowana – w wyniku walk ucierpiało bezpośrednio tylko centrum miasta! Historyk Czesław Madajczyk obliczył, że od połowy sierpnia do połowy grudnia 1944 wywieziono z Warszawy 29 559 wagonów. Zrabowane dobra – dzieła sztuki, wartościowe przedmioty, jak instrumenty muzyczne, ale nawet drzwi, okucia, klamki i wszystko, co przedstawiało wartość, pakowano na pociągi i przez Poznań wywożono w głąb Rzeszy, a ślady złodzieje zacierali miotaczami ognia i dynamitem. To dlatego w Warszawie nie pozostał kamień na kamieniu.
Temat ten jest opisany w artykule „Kaum gestohlen - schon in Polen”
W następnych odcinkach tej serii opowiem Państwu o najcenniejszych dziełach sztuki, których wciąż brakuje oraz o tym, jakie są szanse na ich odzyskanie.