Komu służy wojna na Ukrainie?
przez Maria Legieć
Pytanie, kto zyskuje na trwaniu wojny na Ukrainie, prowadzi nie tylko ku politycznym beneficjentom konfliktu, lecz także ku coraz wyraźniej widocznym beneficjentom ekonomicznym - koncernom zbrojeniowym, producentom amunicji, handlarzom bronią i państwom budującym na wojnie nową architekturę. Krótko: beneficjenci wojny na Ukrainie to ci, którzy czerpią z jej przedłużania korzyści gospodarcze, finansowe, polityczne i strategiczne.
Wśród finansowych beneficjentów przedłużającej się wojny na Ukrainie są nie tylko producenci broni, ale także ich akcjonariusze, fundusze inwestycyjne i banki pompujące kapitał w rozbudowę europejskiego przemysłu zbrojeniowego. Francuski gigant bankowy BNP Paribas (jeden z największych banków w Europie), poinformował o dodatkowych miliardach euro przeznaczonych na sektor obronny, Deutsche Bank wszedł w programy kredytowe dla dostawców przemysłu obronnego, a do finansowania europejskiej rozbudowy wojskowej włączyły się także ING, Commerzbank i European Investment Bank. Co znamienne, w 2026 roku euforia zaczęła jednak ustępować chłodniejszej kalkulacji: rynek coraz wyraźniej dyskontuje już nie tylko polityczne deklaracje o dozbrajaniu Europy, ale również koszty finansowania, realne możliwości budżetowe państw i tempo, w jakim te spektakularne zamówienia da się rzeczywiście zrealizować.
Europa. Przemysł zbrojeniowy i nowa gospodarka strachu
Dla Europy wojna stała się trwałym uzasadnieniem skokowego wzrostu wydatków obronnych, nowych funduszy, zakupów i odbudowy przemysłu amunicyjnego. Na tym korzystają nie tylko firmy, ale też i państwa. Na trwanie wojny i na uruchomionym przez nią procesie dozbrajania zyskuje cała europejska branża obronna: Saab (Szwecja), Leonardo (Włochy), Thales (Francja), BAE (Wielka Brytania) czy Systems, brytyjski gigant zbrojeniowy o globalnym zasięgu. Na przykład Saab w 2025 r. odnotował rekordowy napływ zamówień otwarcie wskazujący na rosnący popyt wynikający z pogarszającego się bezpieczeństwa. Zyskują więc nie tylko europejscy producenci amunicji, czołgów, radarów i samolotów, ale także akcjonariusze, fundusze inwestycyjne, podwykonawcy, firmy logistyczne oraz całe regiony przemysłowe, którym wojna przynosi nowe kontrakty, miejsca pracy i polityczne znaczenie.
Innym, nie mniej istotnym powodem wzrostu wydatków na zbrojenia w Europie jest twarda polityka administracji prezydenta USA Donalda Trumpa, który zagroził rewizją umów wynikających z przynależności do NATO – z rozwiązaniem tego paktu włącznie – jeśli państwa europejskie nie zaczną się zbroic i nadal będę liczyć na to, że to amerykańscy chłopcy będą ginąć za ich wolność.
Niemcy i Rheinmetall: wojna jako motor remilitaryzacji
Wojna na Ukrainie jest dla Niemiec pretekstem, ale i koniecznością historycznej zmiany modelu bezpieczeństwa i odbudowy znaczenia własnego przemysłu zbrojeniowego. Można powiedzieć, że Niemieckie firmy zbrojeniowe są przykładem beneficjenta ekonomicznego w Europie. Na czoło wybijają się dwa podmioty: pierwszy to firma technologiczna Hensoldt, specjalizująca się w zaawansowanej elektronice obronnej, w systemach sensorowych i optoelektronice, produkująca na radary antydronowe oraz środki wczesnego ostrzegania. Profituje ona z gwałtownego wzrostu popytu na uzbrojenie i systemy obronne, radary i sensory. Druga firma to Rheinmetall, wiodący niemiecki koncern zbrojeniowy i technologiczny z siedzibą w Düsseldorfie. Produkuje na potrzeby wojny systemy uzbrojenia, amunicję (np. pociski 155 mm) oraz pojazdy wojskowe (m.in. czołgi).
Od wybuchu wojny na Ukrainie Rheinmetall urósł do rangi symbolu nowej epoki: gwałtownego wzrostu zamówień, rozbudowy mocy produkcyjnych i politycznego przyzwolenia na to, by przemysł zbrojeniowy znów stał się jednym z filarów niemieckiej gospodarki. Rheinmetall zakończył rok 2025 sprzedażą na poziomie 9,9 mld euro, rekordowym portfelem zamówień na kwotę 63,8 mld euro i zapowiedzią dalszego wzrostu w 2026 r., przy czym sama spółka otwarcie wiąże ten skok z europejskim dozbrajaniem Ukrainy po rosyjskiej inwazji. W obliczu miliardowych kwot przelewanych z Berlina do Kijowa przeznaczanych na zakup broni oraz pogarszającej się sytuacji gospodarczej należy się zastanowić, jakie korzyści maja z tej wojny Niemcy? W obliczu rekordowych wpływów z podatków (ponad bilion euro) oraz potencjalnego zadłużenia w wysokości biliona euro, co raz to nowych pakietów pomocowych da Ukrainy – ostatnio znowu ponad 100 miliardów, których lwia część sfinansuje RFN, trzeba się zastanowić, co maja z tego Niemcy, zwykli obywatele RFN. Przy rekordowych wpływach z podatków i kredytach, rząd kanclerza Merza staje w obliczu co raz to nowych miliardowych dziur w budżecie! Okazało się, że zbrojeniówka już nie ciągnie gospodarki tak, jak sto lat temu.
Rosja: wojna jako narzędzie przebudowy państwa i społeczeństwa.
Najbardziej oczywistym beneficjentem trwania wojny jest Rosyjski aparat władzy. W sensie moralnym, cywilizacyjnym, czy wizerunkowym, wojna z Ukrainą to kompletna katastrofa. Tym bardziej, że z planowanych trzech dni na zajecie Kijowa zrobiło się już ponad cztery lata. Państwo, w którym 20% gospodarstw domowych nie posiada wewnętrznej toalety (!), przeszło na tory pełnej militaryzacji, zdławiło resztki opozycji, ograniczyło wolne media, podporządkowało gospodarkę celom wojennym i skonsolidowało władzę wokół Kremla. A wszystko przy narracji zagrożenia zewnętrznego, budzącej i podtrzymującej strach przed Zachodem, chaosem, zdradą wewnętrzną i upadkiem Rosji jako imperium. Równocześnie setki tysięcy młodych Rosjan opuściło ojczyznę w obawie przed zaciągiem. Inni, którzy tej możliwości nie mieli, uciekają przed listonoszem, albo siedzą w okopach, albo już zostali wysłani na wieczny spoczynek. Najciekawszym jest fakt, że już nawet Chińczycy tracą cierpliwość i naciskają na Moskwę, aby skończyła tę wojnę, bo jest ona potężnym hamulcem dla gospodarki w Eurazji.
Ukraina -Wewnętrzni beneficjenci wojny.
Bezsporną ofiarą rosyjskiej agresji jest Ukraina i ten fakt nie podlega dyskusji. Nie zmienia to jednak innej prawdy: każda długotrwała wojna rodzi także swoich wewnętrznych beneficjentów. W przypadku Ukrainy nie chodzi wyłącznie o producentów uzbrojenia czy dostawców sprzętu wojskowego, lecz również o osobistości aparatu państwowego, środowiska wojskowo-administracyjne oraz o oligarchów i elity polityczne, których znaczenie (i złoty interes...) rośnie wraz z przedłużaniem się stanu wojennego.
Najbardziej widocznym przykładem jest prezydent Wołodymyr Żeleński. Zgodnie z ukraińskim prawem i logiką funkcjonowania państwa w czasie wojny pozostaje on na stanowisku, ponieważ obowiązywanie stanu wojennego uniemożliwia przeprowadzenie wyborów. W efekcie administracja prezydenta Żeleńskiego i struktury wojskowe koncentrują w swoich rękach coraz większy zakres kompetencji, kontrolując obronność, mobilizację oraz podział strategicznych zasobów. Im dłużej trwa ta wojna, tym bardziej obecne elity umacniają swoją pozycję jako główni partnerzy Zachodu w zakresie pomocy militarnej i finansowej.
Równolegle wojna stworzyła system ogromnych przepływów pieniędzy. Pomoc międzynarodowa, zamówienia publiczne, kontrakty wojskowe i przyszłe projekty odbudowy oznaczają miliardy dolarów, których skala nie ma odpowiednika w czasie pokoju. Tam, gdzie pojawiają się tak wielkie środki, pojawia się również pokusa ich przejmowania. O problemie korupcji na Ukrainie mówi się dziś znacznie ciszej niż o sukcesach na froncie. Nie oznacza to jednak, że problem zniknął. Kolejne doniesienia dotyczą nieprzejrzystych zamówień publicznych, zawyżonych kontraktów oraz powiązań między biznesem a lokalnymi elitami politycznymi. Głośnym przykładem była tzw. „afera odeska”, w której ujawniono przypadki kierowania kontraktów na odbudowę infrastruktury – dróg, budynków czy umocnień – do firm powiązanych z lokalnymi urzędnikami i pośrednikami.
Podobne sprawy pokazują, że wojna, obok ogromnych kosztów ludzkich, tworzy także przestrzeń do czerpania prywatnych korzyści z publicznych pieniędzy.