Josef Heeb

przez Maria Legieć

Boże strzeż Polskę, by nie popadła w sidła Hitlera” – słowa niemieckiego opozycjonisty z 7 września 1938.

18-go września 1942 w więziennym miejscu egzekucji w Berlinie zgilotynowano niespełna 50-letniego Niemca - Josefa Heeba. Sąd ludowy skazał go na śmierć pod zarzutem zdrady państwa. W uzasadnieniu napisano: „Pomiędzy rokiem 1934 a 1939 zdradził tajemnicę państwową i w ten sposób dopuścił się przestępstwa z §§ 89, 87, 88, 93 93a kodeksu karnego. Utrzymywał kontakty z Kardynałem Hlondem i punktem wywiadowczym „Hakodate“ znajdującym się w polskim konsulacie generalnym, które miały charakter zdradziecki”. Już wcześniej, w lipcu 1940, gdy Heeb odsiadywał karę więzienną, państwowa policja w Monachium otrzymała od prokuratury informacje, że Heeb przekazując Hlondowi od roku 1934 r. wiadomości o charakterze militarnym dokonał zdrady kraju a w jego w raportach również odnaleziono „szkodliwe dla państwa” postawy.

Josef Heeb urodził się dnia 18 października 1892 roku w Bensheim. Matka Josefa zmarła dwie godziny po jego urodzeniu a ojciec w roku 1905. Odpowiedzialność za osieroconego chlopca przejął pierworodny syn w rodzinie Heebów (z drugiego małżeństwa ojca) o dziesięć lat starszy Georg Heeb, salezjanin ze zgromadzenia Don Bosco, który w 1912 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Ów przyrodni brat pomógł Josefowi wstąpić dnia 5 października 1912 roku do szkoły salezjańskiej dla „późno powołanych” we Wiedniu, gdyż zostać kapłanem - było marzeniem tego młodzieńca.

Właśnie we Wiedniu Josef zetknął się z dr Augustem Hlondem.

Z początkiem wakacji letnich roku 1914 opuścił Wiedeń (ze wzglądów zdrowotnych) i powrócił do Bensheim. Odnalazł swoje powołanie w pisaniu religijnych artykułów dla katolickich czasopism. W roku następnym został poddany poborowi wojskowemu, po czym został powołany do 238. dywizji piechoty i wysłany na front zachodni. W roku 1918 powrócił zszokowany z wojny do cywila, odznaczony krzyżem żelaznym II klasy, uskarżając się na dolegliwości nerwowe i sercowe. Jego stan zdrowia został zakwalifikowany jako uraz wywołany udziałem w wojnie, dlatego uznano mu 60% inwalidztwa. Otrzymywał też niewielką rentę wojenną. Jego marzenie, aby być katolickim duchownym zostało przerwane, czego żałował do końca życia.

Pomiędzy rokiem 1926 a 1928 nastąpiły w jego życiu wydarzenia, które przydały mu sensu i determinacji.

Salezjański dyrektor z czasów jego pobytu w Wiedniu dr. August Hlond, został mianowany w roku 1922 Administratorem Apostolskim we wschodniej części Górnego Śląska, która to w wyniku referendum została przydzielona nowopowstałemu Państwu Polskiemu. Papież Pius XI mianował Augusta Hlonda w grudniu 1925 biskupem nowopowstałej diecezji katowickiej. W styczniu Hlond otrzymał święcenia biskupie, a w czerwcu 1926 roku papież wyniósł go do godności biskupa Poznania i Gniezna. Tym samym August Hlond otrzymał tytuł „Primas Poloniae“.

Wraz z nowym porządkiem politycznym we środkowowschodniej Europie notuje się błyskawiczny awans salezjanina Augusta Hlonda aż na szczyt polskiego episkopatu...

Po krwawych sporach o przynależność państwową Górnego Śląska Hlond jako Administrator i biskup katowicki nie mógł uzyskać pojednania między polskimi i niemieckimi katolikami.

W niemieckiej prasie zaczęły się pojawiać coraz ostrzejsze ataki przeciwko polskiemu Kardynałowi. Jako „wrogiego Niemcom” atakował go np. katolicki dziennikarz Friedrich Ritter von Lama (zabity przez hitlerowców w 1944 r.).

Także pismo „Bayerischer Kurier“ przejęło nagonkę na Hlonda. Przejęty atakami prasowymi, Josef Heeb zaczął stawać w jego obronie, próbował minimalizować zarzuty mu stawiane, występował odważnie przeciwko krytyce wobec Hlonda przez wyż. wym. von Lamę. Na niwie gremiów lokalnych powoływał inicjatywy, które miały na celu tworzyć przyjazny obraz Augusta Hlonda w niemieckiej prasie. W wiadomościach salezjańskich „Salesianische Nachrichten” Josef Heeb opublikował artykuł opisujący pobyt Prymasa Hlonda w wiedeńskim ośrodku salezjańskim, przedstawiał go jako gorliwego chrześcijanina, który szerzy słowo boże i nawołuje do miłości wszystkie narody. Gdy monachijski „Allgemeine Rundschau“ kierowany przez doktora Georga Moeniusa wydał 10 maja 1930 roku specjalny numer poświęcony Polsce – Josef Heeb opublikował w tym wydaniu także swój artykuł poświęcony Kardynałowi Hlondowi.

Brakuje wiadomości, czy Josef Heeb zaraz po I wojnie szukał kontaktu ze swoim byłym dyrektorem. Ich pierwsze po latach, osobiste spotkanie miało miejsce dopiero w czerwcu 1934 r., w czasie Pasji w Oberammergau, na które (do Monachium) przybył polski duchowny. Podczas tych odwiedzin Kardynała Heeb poznał sekretarza polskiego konsulatu w Monachium, który zaoferował się zbierane przez Heeba informacje przekazywać pocztą kurierską do Polski. W ten sposób Heeb obchodził niemiecką kontrolę korespondencji pocztowej.

Już pod koniec lat dwudziestych można u Josefa Heeba dostrzec szczególną aktywność na polu walki o ratowanie zagrożonego przez hitleryzm katolicyzmu. Było to związane z wydaniem przez papieża Piusa XI w grudniu 1922 listu pasterskiego „Ubi arcanum Die“, w którym wezwał on do angażowania się wiernych w budowanie pokoju zgodnie z pojęciem rzymsko-katolickiej wizji świata i tworzenia w tym duchu nowego społeczeństwa. Do Niemiec dotarł ten impuls w 1928 roku podczas Zjazdu Katolików w Magdeburgu i przyjął nazwę Akcja Katolicka. Josef Heeb widział się według własnej samooceny jako predystynowana osoba do wspomożenia tej Akcji i włączył się czynnie do jej rozszerzania. Już 11 maja 1930 roku pisał do Hlonda: „Moją silną stroną bez wątpienia jest gotowość pracy na rzecz katolickiego światopoglądu i dla kościoła, jego stowarzyszeń i związków jak np. "Akcja Katolicka". Tam mógłbym mój talent oratorski poświęcić dobrej sprawie i byłoby namiastką kazalnicy, za którą mi tak tęskno”. 

Od tego czasu nastąpiła żywa wymiana korespondencji, w której stroną czynną był raczej Josef Heeb. Oto jak polski Kardynał skomentował ten stan rzeczy: „Dziękuję Ci za Twój świadomy krok, który podjąłeś w twoim przywiązaniu do mnie. Jestem zdania, że ona (chodzi o przerwę w korespondencji, przyp. autora) nie wyrządza żadnej krzywdy. Jeśli zachowuję rezerwę, to jest ona spowodowana zajmowanym przeze mnie stanowiskiem. Jestem zobligowany unikać pojawienia się pośredników. Jak dobrze wiesz, nie idzie tu o moją osobę. Mam ważniejsze rzeczy do zrobienia niźli dbanie o to, co moi przyjaciele a co moi wrogowie o mnie piszą. Co mi na sercu leży - to jest pojednanie pomiędzy polskimi a niemieckimi katolikami. Dla tych samych uczyniłem więcej niźli pewne kręgi przypuszczają”.

Dalsze przejmowanie władzy przez narodowych socjalistów, zaostrzenie kursu przeciwko nie popierającym ich ideologię, zmiana charakteru „Akcji Katolickiej” – to wszystko przyczyniło się do tego, że Heeb przyjął zdeterminowaną, stanowczą postawę przeciwko tym zmianom.

Dawał temu wyraz w listach do Augusta Hlonda, których napisał (według protokołu z przesłuchania w monachijskim gestapo) w samym roku 1934 około 13. Dokładał do nich wycinki z prasy, pisma okólne i informacje kleru z diecezji monachijskiej, mowy przywódców partyjnych, sprawozdania ze zgromadzeń, które odwiedzał; pisał o terrorze ulicznym organizacji narodowo-socjalistycznych, odnotowywał represje wobec księży katolickich, polegające na dozorowaniu kazań i rewizji z powodu podejrzeń o rzekome wykroczenia dewizowe.

Gdy latem 1937 rozpoczęły się procesy pokazowe przeciwko katolickiemu duchowieństwu, a praworządność została podporządkowana propagandzie narodowych socjalistów, Josef Heeb przesłał listem duplikaty tej dokumentacji Kardynałowi z prośbą o dostarczenie ich papieżowi. W liście tym nie przebierał w słowach, by ostrzec kardynała Hlonda przed „niebezpieczeństwem czyhającym nad Polską ze strony niemieckiego reżimu”.

Około kwietna 1936 roku wdrożono kontrolę korespondencji pocztowej Josefa Heeba, którą wkrótce zniesiono bez oczekiwanych efektów. Już wtedy zbudowano podejrzenie o „powiązania informacyjne do kręgów politycznych katolicyzmu“. W jego korespondencji z Hlondem co prawda nie znaleziono żadnych przesłanek, by móc uznać, że opisywane przez niego zdarzenia miały charakter wywiadowczy na rzecz instancji kościelnych, jakkolwiek zaznaczono że Kardynał Hlond jest „wrogo nastawiony do Niemiec” – ale ponownie wprowadzono kontrolę jego korespondencji pocztowej. Na razie Heeb „wyszedł łagodnie” z całej sprawy. W dalszym ciągu obserwował z przerażeniem rozwój wypadków w Niemczech, co wzmocniło jego przekonanie, że niemiecka polityka zagraniczna jest nieubłaganie sterowana na wojnę w Europie, co akcentował w  sprawozdaniach kierowanych do Hlonda od końca 1937 roku. Informował Kardynała w jednoznaczny sposób o swoim stosunku do polityki führera.

Pod koniec swego listu z 7 września 1938 roku napisał zdanie: „Boże strzeż Polskę, by nie popadła w sidła Hitlera”. Cztery tygodnie później powtórzył swoją przestrogę: „Niech Polska będzie czujna w następnych miesiącach i nie stanie się kozłem ofiarnym przeciw Rosji, by się nie tylko nie wykrwawiała dla niego (znaczy dla Hitlera), ale żeby jeszcze nie została przez niego obrabowana.”

Ostatni list Heeba zachowany w kurii biskupiej w Poznaniu nosi datę 1 lipca 1939 roku. Kończy się on następująco: „Oby najświętsze serce Jezusa, które ustawiłeś na miejscu pomnika Bismarcka (sic) wszystko, także arogancją i siłą mocy Hitlera kierowało, by ta arogancja została rozbita i pogaństwo Hitlera się roztrzaskało. By Polska mogła pozostać zachowana przed najazdem pruskich i hitlerowskich paladynów odzianych w szare i brunatne szaty”.

Josefa Heeba aresztowano 14 maja 1940 roku. Po zajęciu Polski niemiecka służba bezpieczeństwa przeprowadziła rewizję w siedzibie biskupiej w Poznaniu i trafiła podczas niej na trzy zwitki papierów wraz z 1112 kartami relacji od Heeba, które zostały przesłane do Monachium. Monachijska gestapo (Tajna Policja Państwowa) przeszukała wtedy mieszkanie Heeba w obecności jego gospodyni. Podczas tej rewizji nadszedł sam Heeb, który został aresztowany i przewieziony do komendy.

Przesłuchiwano go przez dwa lata niezliczoną ilość razy, wiele godzin dziennie, także nocą. Jedno z tych przesłuchań, z dnia 6. czerwca 1940 roku kończyło się wypowiedzią Heeba nt. jego ostatniego listu do Kardynała z dnia 1 lipca 1939 roku, pod koniec którego „polecał opiece boskiej zarówno Kardynała Hlonda, miasto Poznań, jaki i całe pogranicze“.

Tego dnia (14. czerwca 1940) naczelny asystent kryminalny Schmauß sformułował akt oskarżenia, w którym zarzucił oskarżonemu zdradę kraju i zamach na państwo i partię w oparciu o tzw. „Heimtückegesetz” tj. Prawo przeciwko podstępnym atakom na państwo i partię oraz na ochronę mundurów partyjnych. Już 10 lipca 1940 roku prokuratura przekazała państwowej policji w Monachium informację, że Heeb przekazując Hlondowi od roku 1934 informacje o charakterze militarnym dokonał zdrady kraju a w jego w raportach również odnaleziono postawy „szkodliwe dla państwa”. Zostało potwierdzone, że: Heeb przekazywał polskiemu kardynałowi Hlondowi materiały z tego powodu „by zagranicę a w szczególności Polskę ostrzec i skłonić do zaradczych działań militarnych”.

23 sierpnia 1941 roku przetransportowano wycieńczonego Heeba (ważył wówczas 43 kilogramy) z Monachium do Berlina. Josef Heeb próbował jeszcze szukać pomocy w kręgu rodziny - nie otrzymał jej jednak; przyrodni brat Georg ocenił działania swojego brata w ten sposób: „sam sobie winien: gdyby trzymał palce z daleka od polityki, byłby mądrzejszy”. Również wniosek o ułaskawienie przez ministra Rzeszy został odrzucony, tak samo jak liczne prośby do prokuratora i sędziego śledczego więzienia Berlin-Moabit o wstawiennictwo – pozostały bez skutku.

Po odrzuceniu ostatniego wniosku o ułaskawienie przez ministra rzeszy Thieracka, prokuratura wyznaczyła termin wykonania wyroku śmierci na dzień 18 września 1942 roku na godzinę 4:33. Ponieważ Georg Heeb (brat przyrodni) prosił o chrześcijański pogrzeb, otrzymał dokument egzekucji z ręcznym dopiskiem: „Zwłoki Josefa Heeba przekazano rodzinie skazanego, co ma miejsce na życzenie wnioskodawców i przy przyzwoleniu tajnej policji państwowej zarządzającej, że pochówek ma się odbyć bez uroczystości na terenie Berlina“.

Informacja o wykonaniu egzekucji została upubliczniona na czerwonych plakatach w Monachium, tj. w miejscu dokonania przestępstwa. Gazeta „Münchener Neuste Nachrichten“ opublikowała nakazaną prawnie informację w wydaniu z 21 września 1942 roku.

Po tym jak w przeddzień wykonania kary śmierci przedstawiciele prokuratury otworzyli procedurę i o godz. 20:05 opuścili celę Josefa Heeba, a przy nim pozostał więzienny duchowny - pomiędzy godziną 22:30 a 23:00 Josef napisał: „Jutrzejszego poranka o godzinie 4:33 przechodzę do wieczności! Bóg zezwolił na to! Taka wola boska – niech się tak stanie! Patrz Ojcze, idę, Twoją wolę wypełnić!”

Wróć

Wydarzenia

> Luty 2024 >
Nie Pon Wto Śro Czw Pią Sob
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29