Jest afera – Schrödera!
przez Maria Legieć
Czy to ładnie, gdy szef rządu kradnie?
W Niemieckiej Republice Federalnej wybuchł skandal godny scenariusza politycznego thrillera: setki rządowych dokumentów z czasów Gerharda Schrödera po prostu zniknęły. A tam, gdzie miały być tropy do relacji z Władimirem Putinem, pozostało w archiwach 178 pustych miejsc.
Afera ta dotyka kilku wrażliwych punktów niemieckiej polityki:
- układu Schrödera z Putinem, który od lat budzi kontrowersje,
- odpowiedzialności państwa za przechowywanie własnych dokumentów,
- przejrzystości życia publicznego,
- oraz potencjalnego wpływu polityków na to, jak zapiszą się w historii.
Ten ostatni punkt może mieć najcięższe skutki dla współczesnej historii, gdyż istnieje możliwość, że Schröder sfałszuje te dokumenty i wybieli swój udział w rozwoju stosunków rosyjsko-niemieckich oraz – nawet jeśli tylko pośrednio - wpływ na wojnę w Ukrainie.
Niemieccy politycy opozycji i media biją na alarm, ponieważ te skradzione materiały - mogłyby one dostarczyć także informacji o tym, w jaki sposób Republika Federalna Niemiec popadła w zależność energetyczną od Rosji, której skutki będą obciążać niemiecką gospodarkę i politykę jeszcze przez wiele lat.
W mediach można spotkać obawy, że „Schröder usunie materiały go kompromitujące i sam napisze o sobie historię.” Według nich jest to próba zasłonięcia historii kontaktów Schrödera z Putinem – zwłaszcza tych związanych z Nord Stream.
Jak podaje dziennikarska sieć śledcza Correctiv*, która sprawę wyniosła na światło dzienne, w przestrzeni publicznej panuje narracja, że „akta zamiast trafić, jak nakazuje prawo do Federalnego Archiwum, wylądowały w podlegającej SPD fundacji im. Friedricha Eberta, sprzyjajacej Schröderowi”. Są to segregatory pełne tajnych notatek, terminów spotkań i korespondencji kanclerza, który urzędował w RFN w latach 1998 do 2005. Fundacja Friedricha Eberta twierdzi, że ona tylko „zabezpieczyła” materiały i podkreśla, że nie narusza przepisów prawa i przekaże dokumenty urzędowe z powrotem do Urzędu Kanclerskiego na jego żądanie. Fakty są jednak niepokojące, bo dokumenty trafiły tam po cichu, gdy likwidowano biuro Schrödera w Bundestagu i dotychczas nie podjęto działań w celu ich zwrotu.
Niemiecki portal śledczy Correctiv i dużo innych mediów publicznych daje wyraz zainteresowania tą sprawą. W atykule Hansa-Martina Tillacka pod tytułem „Gerhard Schröder i znikające akta. Polityczna burza wokół byłego kanclerza Niemiec” (Gerhard Schröder und der Verdacht auf Aktenklau, Correctiv, 26.11.2025) można przeczytać: „sprawa ma nie tylko wymiar polityczny, ale również karny”. Prawnicy, cytowani w Correctiv (m.in. mec. Christoph Partsch), wskazują jednoznacznie: „Jeśli akta były przeznaczone do użytku publicznego (a są dokumentami urzędowymi), ich przejęcie może stanowić przestępstwo z § 242 StGB — kradzież. Słowo „kradzież” w odniesieniu do byłego kanclerza Niemiec brzmi jak polityczna bomba!
Ponadto do ukarania tego przestępstwa - użyjmy właściwego słowa: kradzieży! - mogą mieć zastosowanie nastepujące paragrafy:
- 133 StGB – naruszenie zabezpieczenia dokumentów urzędowych (dotyczy bezprawnego niszczenia, usuwania, ukrywania lub wynoszenia materiałów państwowych),
- 274 StGB – fałszowanie dokumentów lub manipulowanie ich treścią (może mieć znaczenie, jeśli istniałaby próba wpływu na treść akt a jest właśnie coś takiego,
- 266 StGB – nadużycie zaufania (może dotyczyć osób, które z obowiązku urzędowego powinny zadbać o prawidłowe przekazanie dokumentów).
Jest to poważny zarzut. Szczególnie, że część akt może dotyczyć jednego z najbardziej kontrowersyjnych okresów w historii współczesnych Niemiec, m.in. kontaktów i negocjacji Schrödera z Władimirem Putinem w 2005 roku, w tym sprawy gazociągu Nord Stream. A ponieważ te dokumenty znajdują się w fundacji partyjnej SPD, to ani opinia publiczna, ani dziennikarze, ani historycy, ani nawet deputowani nie mają dziś dostępu do żadnego z 178 segregatorów. Co gorsze - uzyskanie wglądu możliwe jest tylko… za zgodą samego Schrödera.
Reakcje polityczne i medialne są zdecydowane. Niemieccy politycy, sczególnie z opozycji - biją na alarm. Według nich jest to uderzenie w przejrzystość państwa i próba ukrycia historii kontaktów Schrödera z Putinem. Przewodnicząca Lewicy (Inez Schwerdtner), nazwała sprawę: „Sygnałem alarmowym dla przejrzystości i rzetelnego rozliczania działań władzy.” Z kolei polityk Zielonych (Sebastian Schäfer) oskarżył SPD o unikanie odpowiedzialności, podkreślając, że partia nie powinna chronić swojego byłego kanclerza kosztem interesu publicznego.
CORRECTIV rozważa złożenie pozwu przeciwko Urzędowi Kanclerskiemu, aby na mocy ustawy o wolnym dostępie do informacji wymusić ujawnienie danych.
Jedno jest pewne: dokumenty, które mogłyby rzucić światło na relacje Schröder–Putin, zniknęły w momencie, gdy były najbardziej potrzebne. Historyk Gregor Schöllingen określił je wprost: „unikalne źródła”. I właśnie te „unikalne źródła” zniknęły.
A na końcu pozostaje pytanie najważniejsze:
Jak to możliwe, że w demokratycznym państwie prawa były kanclerz może przetrzymywać państwowe akta - i nic się nie dzieje?
Wygląda na to, że walka o ich ujawnienie dopiero się rozpoczyna.
„Czarna dziura w pamięci państwa” - tak określiła sprawę organizacja Transparency International Deutschland. Trudno o mocniejsze słowa. Bo jeśli polityk tej rangi może przetrzymywać państwowe akta w partyjnej szafie i decydować, kto może je zobaczyć — to znaczy, że państwo nie działa według prawa, lecz według czyjegoś uznania.
Reakcje polityczne są mocne: to nie tylko kompromitacja, to zagrożenie dla demokracji. Politycy opozycji, dziennikarze i eksperci biją na alarm. Przewodnicząca Lewicy Ines Schwerdtner mówi wprost o „uderzeniu w przejrzystość państwa”, Sebastian Schäfer z Zielonych zarzuca SPD „ochronę własnego człowieka kosztem interesu publicznego”.
Państwo, które boi się własnych archiwów, zaczyna bać się również własnej prawdy. A prawda ma to do siebie, że prędzej czy później wyłazi na wierzch - nawet jeśli ktoś ją schował do partyjnego segregatora.
*CORRECTIV [correctiv.org] - to organizacja medialna o statusie non-profit / centrum śledcze zajmujące się dziennikarstwem śledczym, z siedzibą w Essen i Berlinie. Powstała w 2014 roku (jako pierwszy newsroom non-profit w niemieckojęzycznym obszarze). Jej misją jest prowadzenie niezależnych badań, czyli bez interesów gospodarczych lub politycznych, oraz informowanie opinii publicznej. Ujawnia nadużycia władzy, korupcję, niesprawiedliwości społeczne, problemy związane ze środowiskiem i zdrowiem, a także skrajną prawicę i skrajną lewicę.
Gerhard Schröder und der Verdacht auf Aktenklau
Schröder-Skandal: Geheime Akten landen bei SPD-Stiftung statt im Archiv
Vor U-Ausschuss: Schröder macht Erinnerungslücken geltend | Transparency International Deutschland e.V.
Straftat? Ex-Kanzler Schröder ließ wohl brisante Akten verschwinden
Schröd(ing)ers Büro: Kanzler muss nach Karlsruhe
Schröder-Skandal: Geheime Akten landen bei SPD-Stiftung statt im Archiv
Schröder in Schwerin: Der frühere Kanzler entlarvt sich selbst | FAZ