Islamiści i lewica
przez Maria Legieć
„Dlaczego islamiści i lewica coraz bardziej zbliżają się do siebie?"
Nad tym zagadnieniem pochyliła się dnia 24 kwietnia „Neue Zürcher Zeitung”:
„Die Verbrüderung von Linken und Islamisten ist keine Verschwörungstheorie, sondern bereits Realität“ – „Zbliżenie między lewicą a islamistami nie jest teorią spiskową, lecz już rzeczywistością.”
Autor artykułu - Daniel Rickenbacher wprowadza do ilustrowania sytuacji na terenie Europy nowy termin językowy: „islamogauchizm”
Co oznacza „islamogauchizm”? Nazwa pochodzi od francuskiego "gauchisme": gauche - lewica i jest używane w odniesieniu do radykalnych form lewicowego ekstremizmu, które sytuują się poza tradycyjnym nurtem partii komunistycznych.
Cechą charakterystyczną jest często antykapitalistyczne, antykolonialistyczne, a czasem (w Niemczech często!) antysyjonistyczne nastawienie.
Fundamentaliści religijni, komuniści, nacjonaliści z Bliskiego Wschodu i część aktywistów queer: wszyscy oni żyją razem pod jednym dachem w ramach islamo-lewicowego ekstremizmu. W środowisku akademickim pojęcie „islamolewicowości” nie jest uznawane za rzetelną kategorię analizy, tylko raczej za polityczną etykietę używaną przez prawicę. Tymczasem pojęcie to opisuje rzeczywistość: islamiści i lewica od dawna ściśle współpracują i wzajemnie się inspirują: w organizacjach pozarządowych, w aktywizmie antyizraelskim, w populistycznych partiach lewicowych oraz na uniwersyteckich wydziałach nauk humanistycznych, gdzie toczą się intensywne dyskursy w tej materii. Lewicowi ekstremiści znaleźli nowych wyborców wśród islamistów, a ci w coraz większym stopniu dyktują agendę polityczną. O tym, że zauważa się wzrost nastrojów antyizraleskich na terenie Niemiec, świadczą przypadki ataków na młodziez żydowską, szczególnie w środowiskach studenckich, co raportowały służby federalne w latach 2023-2025. Jako przyklad trzeba tutaj wymienić brutalne pobicie studenta Lahava Shapire na Freie Uniwersytet Berlin w 2024 roku, co według ustaleń mialo tło antysemickie. Sam Uniwersytet przyznał to, powiadamiając o brutalnym ataku na żydowskiego studenta. Na tym Uniwersytecie miało miejsce w 2024 roku jeszcze kilka innych incydentów, ogółem o około 77% więcej w porównaniu z rokiem 2023. Często dochodziło tam też do gróźb wobec żydowskich studentów. Wyrok w sprawie pobicia Shapiry zapadł dopiero w 2026 roku, sprawca dostał ok. 2,5 roku więzienia, ale sąd nie uznał motywu antysemickiego, co wywołało duże kontrowersje. W necie można znaleźć także inne przypadki wzrostu antymsemityzmu w Europie, np. we Francji. Jak podało francuskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, od 2023 roku odnotowano ponad 1.600 ataków antysemickich. Ten gwałtowny wzrot - ponad 1.500 zgłoszeń w krótkim czasie - nastąpił po eskalacji wojny Izrael-Hamas i świadczyć może o dochodzeniu do głosu ugrupowań ekstremistów islamistycznych jak i skrajnie lewicowych oraz skrajnej prawicy.
Wymowne jest w tym względzie to, że 74 procent ankietowanych islamistów z Niemiec uznało stwierdzenie „Żydzi mają zbyt dużą władzę na międzynarodowych rynkach finansowych” za „prawdopodobnie prawdziwe”. Liczne badania przeprowadzone w innych krajach wskazują na podobne wyniki.
W zeszłym miesiącu publicysta Kacem El-Ghazzali, marokańsko-szwajcarski publicysta, eseista i działacz na rzecz praw człowieka, ujawnił, że Vera Celik, radna miejska z lewicowej partii SP (Socjaldemokratyczna Partia Szwajcarii) w Zurychu, była wspierana w swojej kampanii wyborczej przez kręgi bliskie Erdoganowi. Ta zagorzała przeciwniczka Izraela przyczyniła się niedawno w znacznym stopniu do tego, że SP zmieniła o 180 stopni swoje stanowisko w sprawie chusty islamskiej i obecnie odrzuca zakazy jej noszenia w instytucjach państwowych. Nie jest to odosobniony przypadek, lecz część szerszego zjawiska.
Partie lewicowe w krajach zachodnich działają dziś jako swoisty pomost między lewicowo nastawionymi obywatelami a migrantami, którzy często mają bardzo konserwatywne poglądy.
Islamo-lewica łączy grupy, które na pierwszy rzut oka mają ze sobą niewiele wspólnego. Jak utrzymać spójność takiej koalicji? Przede wszystkim poprzez podtrzymywanie silnych wizerunków wspólnych wrogów, np. »starych białych mężczyzn«, Zachodu, Stanów Zjednoczonych, a przede wszystkim Izraela – i ostatnio, zwłaszcza w Niemczech – UWAGA! Zaczyna się i w Polsce – Donalda Trumpa!
Sondaże przeprowadzone w różnych krajach pokazują: mimo że muzułmanie należą do najbardziej konserwatywnych grup społecznych, w większości głosują na partie lewicowe i lewicowo-populistyczne. Przyjrzyjmy sie sytuacji w Niemczech: w wyborach do Bundestagu w 2025 roku najpopularniejsza wśród muzułmanów była partia Die Linke, z wynikiem 29 procent, tuż za nią uplasowała się SPD z wynikiem 28 procent oraz przyjazna Rosji partia BSW z wynikiem 16 procent. Natomiast wśród katolików i protestantów BSW i partia Die Linke osiągnęły łącznie (!) zaledwie około 10 procent. Również we Francji przedmieścia o przeadze społeczności muzułmańskiej należą do bastionów radykalanie lewicowo-populistycznej partii La France insoumise LFI (Nieujarzmiona Francja).
Wielu z wyborców prawdopodobnie nie głosuje na lewicowo-populistyczne partie ze względu na ich program oparty na ideologii „woke”. Partie lewicowe są atrakcyjne raczej dlatego, że reprezentują interesy islamistów i oferują „bezpieczną przestrzeń” dla ich poglądów. Badanie przeprowadzone w 2015 roku wykazało, że 56 procent muzułmanów w Niemczech zgodziło się z co najmniej sześcioma z jedenastu antysemickich stwierdzeń, podczas gdy w całej populacji odsetek ten wyniósł 16 procent.
Można powiedzieć, że jesteśmy świadkiem powstawania na terenie Europy „lewicowego apartheidu”.
Różnice ideologiczne i kulturowe w obrębie lewicowo-populistycznych partii są jednak - jak się okazuje - ogromne. Na początku kwietnia Zack Polanski, szef brytyjskich Zielonych, tańczył podczas wiecu wyborczego w Londynie przy głośnej muzyce techno obok mężczyzn w strojach sadomasochistycznych i transwestyckich. Na scenie nie pojawił się Mothin Ali, jeden z dwóch równorzędnych zastępców lidera Green Party of England and Wales. Jego nieobecność nie była zapewne przypadkowa: Ten syn imigrantów z Bangladeszu, nosi brodę w stylu salafickim i prowadzi politykę skierowaną do innego elektoratu niż Polanski. Jako jedyny kandydat do zarządu partii nie podpisał on oświadczeń sekcji „LGBTQIA+” i feministycznej.
To, co nazywam tutaj „lewicowym apartheidem”, nie jest oczywiście systemem prawnym ani dosłowną segregacją. To metafora coraz bardziej widocznego zjawiska: głębokiego pęknięcia w obrębie współczesnej lewicy, która próbuje jednocześnie łączyć świat wartości liberalno-obyczajowych z bardzo konserwatywnymi środowiskami imigranckimi. Efekt tej lewicowej segregacji, tego apartheidu jest taki, że zamiast spójnego projektu politycznego powstaje układ pełen napięć, sprzeczności i wzajemnie wykluczających się oczekiwań.
Być może właśnie w tym tkwi sedno problemu: nie w samych różnicach, ale w tym, że przestają one być integrowalne, a zaczynają dzielić – ideologicznie, kulturowo i politycznie. Europa wchodzi więc w etap, w którym dawne sojusze tracą swoją oczywistość, a nowe jeszcze nie powstały.
Zobacz też: Wpływy zamiast terroru