Protesty w Niemczech

przez Bartek Bukowski

W ostatnich tygodniach władze RFN "poluzowały" rygor związany z pandemią "COVID-19". Nacisk ze strony przedstawicieli gospodarki oraz rządów krajowych przyczynił się do skorygowania kursu rządu federalnego i do stopniowego wycofywania ograniczeń w życiu społecznym. Pragmatyka zmusiła władze do takich posunięć, aby walka z wirusem nie spowodowała więcej ofiar, niż sam wirus. Już wiemy, że nie udało się całkowicie uniknąć tzw. collateral damage. Nadrabianie strat potrwa co najmniej dwa razy dłużej, niż czas, w którym one powstały, ale nie dajmy się zwariować! "Kwarantanna" trwa dopiero dwa miesiące, a rok podatkowy ma ich 12! Trudniejsze do naprawienia będą skutki polityczne. Na pewno długo potrwa usuwanie skutków ustaw wprowadzanych pod osłoną wirusa albo pod osłoną nocy.

W czasie kataklizmów i innych nieszczęść pojawiają się zazwyczaj "Kasandry", które przepowiadają koniec świata, a tak na prawdę chcą po prostu ugrać jak najwięcej dla siebie, albo dla swojego lobby. Czasami są to zwyczajnie zakompleksieni osobnicy a czasami sprytni demagodzy.  Dwa przykłady: kiedy na wiosnę przychodzi przymrozek i trochę wymrozi drzewa owocowe, sadownicy lamentują, że na jesieni nie będzie owoców. Owoce na jesieni oczywiście są, bo przecież nie wszystkie drzewka wymarzły, ale udało się im ugrać zapomogi czy ulgi podatkowe dla pewnej grupy. Drugi przykład, to lobby producentów samochodów: obecnie brak jest chętnych do inwestowania dziesiątków tysięcy euro w nowe auto, bo ludzie nie są pewni, czy jutro jeszcze będą mieli za co kupić coś do jedzenia albo zapłacić czynsz. Symptomatyczne jest to, że w tej sytuacji nikt nie obniża podatków i nie myśli o wspomaganiu siły nabywczej społeczeństwa, ale na serio rozważano za to zapomogi dla niemieckich koncernów samochodowych. A przecież kryzys w tej gałęzi przemysłu wcale nie został spowodowany wirusem, tylko zwyczajnym oszustwem - dwa dni temu zostało umorzone postępowanie przeciw managerom Volkswagena w zamian za wpłatę "kary" w wysokości 9 milionów euro, które pewnie i tak popłyną z kasy koncernu. Warto byłoby porozmawiać przy okazji, co to jest "państwo prawa". No ale niemieckiej praworządności PE nie stawia pod znakiem zapytania.

Przy okazji tych obostrzeń przeciętny Niemiec uświadomił sobie, co mu jest na prawdę potrzebne do życia, a z czego może zrezygnować, ale również, czym tak na prawdę jest szkoła i kim - w znacznej większości - są politycy. Siedząc w domu przed ekranem komputera i chłonąc dane z internetu, których w ramach wolności słowa i przekonań nikt nie cenzuruje (!), chyba że są wyjątkowo drastyczne, ludzie wyrabiają sobie zdanie nie zawsze oparte na faktycznej wiedzy, ale na przekazach naładowanych emocjonalnie. Społeczeństwo stało się obiektem indoktrynacji dla rozmaitych indywiduów, które w imię chęci zaistnienia na ekranie albo dla celów terapeutycznych związanych z posiadanymi kompleksami, czy w imię jakichkolwiek innych partykularnych interesów politycznych lub ekonomicznych. I nawet tego nie czują!  

Obserwując posunięcia rządów podczas pandemii, ale również jeszcze wcześniej, kiedy o koronawirusie nikt nie dyskutował, musimy jednak stwierdzić, że arogancja władzy jest znakomitą pożywką dla tego typu zjawisk. "Karma wraca" i nagle ten czy inny rząd musi stwierdzić, że stracił autorytet i że musi nagle wysyłać policję do walki z demonstrantami. Media publiczne, zatrudniające co raz więcej propagandystów  w miejsce dziennikarzy, strzelają jednego gola samobójczego po drugim.

W pewnym sensie ta "pandemia" ma swoje zalety - ukazuje wiele rzeczy takimi, jakimi faktycznie są, a wielu ludzi pokazuje swoje prawdziwe oblicze - mimo naciągniętej maseczki.

Tutaj poniżej znajdziecie Państwo migawki z "poniedziałkowej manifestacji" w Magdeburgu - nie było ani gazu ani przepychanek, nikt nie cytował z Hitlera ani z Marxa.

Wróć

Wydarzenia

> Lipiec 2020 >
Nie Pon Wto Śro Czw Pią Sob
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31