Pełzająca islamizacja
przez Helen Lewis
Nieustannie ostrzegam kraje zachodnie – a zwłaszcza Niemcy – przed niedocenianą siłą tej niszczycielskiej głupoty, która 47 lat temu dała o sobie znać w Iranie.
Nie da się skutecznie przeciwstawić impulsowi napędzanemu chęcią zniszczenia, pragnieniem zemsty, nienawiścią i głęboką odrazą – impulsowi, który wywodzi się z poczucia bycia wieczną ofiarą i sprawia, że jego nosiciele stają się sprawcami – jedynie poprzez odwoływanie się do ugruntowanej demokracji i jej silnych instytucji obywatelskich. Islamistom nie udało się jeszcze zdobyć większości. Niemniej jednak udaje im się tłumić krytykę i realizować swoje cele poprzez celowe wykorzystywanie systemów kwotowych i instytucji.
Już w listopadzie 2020 roku porównałam Iran z 1979 roku z Niemcami z 2020 roku i spotkałam się za to z ostrą krytyką. Oczywiście historia nie powtórzy się dokładnie. Niemniej jednak podobieństwa są nie do pomylenia, a sygnały ostrzegawcze przerażająco podobne. Nie potrzeba wielkiej, zorganizowanej rzeszy, by trwale zmienić społeczeństwo. Socjologowie wskazują, że już niewielka, dobrze powiązana i zdeterminowana mniejszość, stanowiąca mniej niż pięć procent, może wystarczyć, by kształtować dyskurs społeczny i zastraszać większość.
Kto przyjrzy się temu dokładniej, zauważy, że struktury islamistyczne już dawno zadomowiły się w wielu obszarach życia społecznego: w partiach politycznych, ministerstwach, mediach publicznych, w Bundestagu, w instytutach badawczych i politycznych think tankach. Równolegle na poziomie społecznym pojawiają się coraz to nowe postulaty dotyczące budowy meczetów i pomieszczeń modlitewnych – obecnie nawet w szkołach podstawowych.
Już w latach 70. francuski filozof Michel Foucault uosabiał postawę, która dziś znów wydaje się przerażająco aktualna: mimo że sam był homoseksualistą, bronił islamskiej rewolucji w Iranie, ponieważ dla niego antyzachodni, „antykolonialny” przełom był ważniejszy niż prawa kobiet, homoseksualistów i innych mniejszości. Ten przykład pokazuje, jak ślepa na niebezpieczeństwo islamizmu może stać się część lewicy, gdy tylko ruch ten zostanie postrzegany jako postępowy lub antykolonialny. Taki sojusz nigdy w historii nie zakończył się dobrze.
Kluczowym elementem strategii islamistów jest wywieranie presji moralnej na centrum społeczeństwa – pod pozorem tolerancji i wolności wyznania – aż do momentu, gdy prawie nikt nie odważy się już publicznie sprzeciwić. Już dziś widzimy młodych mężczyzn, którzy pod pretekstem religijnym demonstrują władzę w przestrzeni publicznej, oraz młode kobiety, które w szkołach, dzielnicach i rodzinach są prześladowane, represjonowane, zamykane lub zmuszane do małżeństw. Ofiarami tej pełzającej islamizacji są jednak nie tylko kobiety, ale wszyscy, którzy według islamistycznej logiki są „mniej warci”: homoseksualiści, ateiści, Żydzi, byli muzułmanie, samotne matki i dziewczęta ubrane w „nieprzyzwoity” sposób.
Również w Iranie przejęcie władzy przez islamistów przebiegało stopniowo – najpierw w tradycyjnych dzielnicach, potem w szkołach i na uniwersytetach, później w bankach, sklepach, a w końcu w całej przestrzeni publicznej. W 2026 roku islamizm w Niemczech nie osiągnął jeszcze takiego samego zasięgu jak w Iranie w 1979 roku.
Jednak prawdziwy problem nie leży wyłącznie w obecnej sile tego ruchu, ale w jego silnych sieciach i rozległym wsparciu finansowym – zarówno z zagranicy, jak i z niemieckich podatków. Mówi się nawet o prawdziwej rywalizacji między Niemcami a Katarem w zakresie finansowania struktur islamistycznych.
Jeszcze ważniejsza jest jednak utrzymująca się ślepota znacznej części sił świeckich, lewicowych i liberalnych – sięgająca daleko w głąb centrum społecznego – które nie chcą dostrzec tych podobieństw lub lekceważą je jako zjawisko marginalne. Nie można dłużej tolerować tego fundamentalnego błędu w myśleniu.
Monireh Kazemi na "X"
Urodzona w Iranie w latach 60., Monireh Kazemi musiała w połowie lat 80. uciekać do Niemiec. Ze względu na swoje stanowisko wobec irańskiego reżimu groziło jej wówczas niebezpieczeństwo, a w Niemczech znalazła nowy dom. Tutaj nadal angażuje się na rzecz praw kobiet i samostanowienia oraz utrzymuje kontakt z aktywistkami w Iranie. Pełni funkcję koordynatorki grupy „Rhein-Main” w organizacji TERRE DES FEMMES.