Na 78 rocznicę powstania Izraela

przez Maria Legieć

Tel Awiw Foto: Bartek Bukowski

14 maja 1948 roku, po wygaśnięciu mandatu brytyjskiego na części terytorium brytyjskiej Palestyny, po blisko dwóch tysiącach lat diaspory, wraz z ogłoszeniem „Deklaracji Niepodległości” powstało państwo Izrael.

Było to zwieńczeniem dążeń ruchu syjonistycznego i oznaczało odzyskanie żydowskiej ojczyzny. I tu - moim zdaniem – ważna i konieczna informacja: elity polityczne i założyciele tego państwa albo się urodzili w Polsce, albo z niej pochodzili. Podobno było ich ok. 40 procent czyli 30 % wszystkich Żydów żyjących wtedy w tym kraju. Mosze Dajan stwierdził podobno, że gdyby nie kilku starszych ortodoksyjnych Żydów, to Kneset, izraelski parlament, który powstał na początku 1949 roku, mógłby obradować po polsku. I choć co prawda oficjalnym językiem ogłoszenia tej „Deklaracji Niepodległości” był język hebrajski, to większość ówczesnych Izraelczyków biorących udział w wydarzeniach tworzenia państwowości, zwłaszcza inteligencja – lepiej znali język polski, niż hebrajski. (Hebrajski, którym posługiwano się glównie w synagogach i szkolach rabinów, wybrano jednak jako państwowy, ponieważ chodziło o integrację Żydów z całego świata. Faktycznie językiem tym władają się dzisiaj przeważnie Izraelczycy i wierzący Żydzi. Nie jest on językiem aż tak rozpowszechnionym wśród żydowskiej diaspory, jak by się mogło wydawać.)

Dlatego (między innymi) historia Izraela jest mi bliska i chcę ją przedstawić z mojego punktu widzenia.

Tą „Deklarację Niepodległości”, wzorowaną na kilku kluczowych źródłach historycznych, prawnych i ideologicznych, między innymi na „Amerykańskiej Deklaracji Niepodległości” z 1776 r. odczytał w Tel-Awiwie (piękna nazwa - pięknego miasta: „wiosenne wzgórze” - z arabskiego Tal-Ab-Yaffa) Żyd polskiego pochodzenia - David Ben Gurion. Gdy byłam na dwutygodniowej pielgrzymce w Izraelu (ok. 1990 r.) i mieszkałam w kibucu Sde Boker (po hebrajsku Pole Pasterza) nad Jordanem - wybrałam się z parą niemieckich znajomych na piechotę do miejsca, gdzie znajduje się grób Ben Guriona i jego żony Pauli w Beer Sheva na pustyni Negev.

Grób Davida i Pauli Ben Gurion, Foto: David Shankbone

Pamiętam, że gdy zwiedzałam też inne cmentarze w Izraelu, zauważyłam, że na grobach leżą zawsze pięknie ułożone kamienie, nie ma świec i kwiatów.... Ta pielgrzymka do „Ziemi Świętej” - to były naprawdę niezapomniane przeżycia! Z izraelskim przewodnikiem mogliśmy poznać bardzo dużo miejsc, o których wiedziało się z historii i opowieści. Opowiedział, jak „podczas walk w latach 1948-49 przeciwko arabskim sąsiadom słychać było polskie komendy i rozkazy, a żołnierze nosili takie imiona jak Jacek, Marek czy Lolek. To właśnie młodzi Polacy, świeżo dopiero co uratowani z Holokaustu, zginęli w ciężkich walkach o Jerozolimę. Wojsko to było zdominowane przez Polaków” – mówił izraelski przewodnik do grupy niemieckich uczestników pielgrzymki! W Internecie znalazłam tego potwierdzenie: „Ocenia się, że ponad połowę z ówczesnej 130-tysięcznej izraelskiej armii stanowili polscy Żydzi. Część z nich trafiała na front prosto ze statków, którymi przybywali, aby osiedlić się w kraju swoich przodków. Od razu po wyjściu na ląd wydawano im karabiny...”

I jeszcze jedna, interesująca dla mnie wiadomość, którą zapamiętałam z tamtej pielgrzymki: to Żydzi, którzy przybyli z Polski tworzyli życie kulturalne w nowopowstałym państwie Izrael, organizowali szkolnictwo wyższe i instytucje naukowe, wprowadzili europejski etos pracy, zamiłowanie do literatury, teatru, muzyki. Dla „emigrantów” z Polski rozwijała się prasa w języku polskim. W sumie można powiedzieć, że to właśnie „polscy Żydzi” stali się jednym z głównych filarów, na których zostało zbudowane to nowe państwo.

Pamiętam, że gdy zwiedzałam też inne cmentarze w Izraelu, zauważyłam, że na grobach leżą zawsze pięknie ułożone kamienie, nie ma świec i kwiatów.... Ta pielgrzymka do „Ziemi Świętej” - to były naprawdę niezapomniane przeżycia! Z izraelskim przewodnikiem mogliśmy poznać bardzo dużo miejsc, o których wiedziało się z historii i opowieści. Opowiedział, jak „podczas walk w latach 1948-49 przeciwko arabskim sąsiadom słychać było polskie komendy i rozkazy, a żołnierze nosili takie imiona jak Jacek, Marek czy Lolek. To właśnie młodzi Polacy, świeżo dopiero co uratowani z Holokaustu, zginęli w ciężkich walkach o Jerozolimę. Wojsko to było zdominowane przez Polaków” – mówił izraelski przewodnik do grupy niemieckich uczestników pielgrzymki! W Internecie znalazłam tego potwierdzenie: „Ocenia się, że ponad połowę z ówczesnej 130-tysięcznej izraelskiej armii stanowili polscy Żydzi. Część z nich trafiała na front prosto ze statków, którymi przybywali, aby osiedlić się w kraju swoich przodków. Od razu po wyjściu na ląd wydawano im karabiny...”

I jeszcze jedna, interesująca dla mnie wiadomość, którą zapamiętałam z tamtej pielgrzymki: to Żydzi, którzy przybyli z Polski - tworzyli życie kulturalne w nowopowstałym państwie Izrael, organizowali szkolnictwo wyższe i instytucje naukowe, wprowadzili europejski etos pracy, zamiłowanie do literatury, teatru, muzyki. Dla „emigrantów” z Polski rozwijała się prasa w języku polskim. W sumie można powiedzieć, że to właśnie „polscy Żydzi” stali się jednym z głównych filarów, na których zostało zbudowane to nowe państwo.

Foto: Bartek Bukowski

Spędzając tydzień w kibucu w Dolinie Jordanu poznałam starszego Żyda, który był wartownikiem – strzegł wejścia na teren kibucu. Nasza rozmowa, prowadzona piękną polszczyzną, którą posługiwał się ten człowiek, pozwoliła mi poznać dramatyczny fragment historii tego narodu. David Jordan – bo takie nazwisko przyjął mój rozmówca, gdy zaraz po zakończeniu wojny, w pierwszej fali uchodźców znalazł się na terenie świeżo utworzonego państwa Izrael – tak opowiadał: „Jestem jedynym z mojej rodziny, który pozostał przy życiu. Zawdzięczam to siostrom zakonnym (nazwy Zakonu nie pamiętał). Zostałem przez nie uratowany, gdy udało mi się uciec z getta, jeszcze zanim zostało ono zlikwidowane. Siostry dały mi nowe imię, przyjąłem chrzest (!). Moja cała rodzina została podczas likwidacji getta zamordowana. Czas spędzony w getcie, to był horror, strach, zimno, głód. Ja i mój młodszy brat wydostawaliśmy się z getta przez dziury w murze na aryjską stronę, żeby zdobyć coś do jedzenia dla nas wszystkich, głodnych. Ostatni powrót do getta z takiej wyprawy stał się dla mojego młodszego braciszka zakończeniem jego krótkiego życia: mnie się jeszcze udało prześliznąć z aryjskiej strony na teren getta, ale mojego brata niemieccy żandarmi złapali za nogi i wyciągnęli go z tej dziury... Jego płacz i krzyk do mnie o ratunek mam do dzisiaj w uszach.” I przytoczę jeszcze jeden fragment wypowiedzi Davida świadczący o niezwykle dramatycznych, nieznanych nam w Polsce i zapewne też mało w świecie imigranckich losach przybywających do nowoutworzonego państwa Izrael. Tak opowiadał mi o tym David Jordan, stary „polski Żyd”, siedzący w budce strażnika w kibucu nad Jordanem: „Moja żona, urodzona i od zawsze mieszkająca na terenie Palestyny – nie wierzyła w moje opowieści o tragediach, które przechodziliśmy w czasie wojny, uważała że przesadzam, nie mogła pojąć naszej bezsilności wobec Niemców, nawet wyczuwałem u niej i u innych Żydów - tubylców odrobinę pogardy. Oni nie mogli zrozumieć, dlaczego „poszliśmy jak owce na rzeź”, zamiast walczyć. Zdarzało się czasem, że nazywali nas, ocalałych prześmiewczo „mydłem”. To bardzo bolało! Tworzyliśmy więc kręgi przyjaciół o podobnych doświadczeniach i przeżyciach. Spotykamy się do dzisiaj, nadal „wśród swoich”, rozmawiamy po polsku, czytamy polskie gazety, które były licznie wydawane zwłaszcza w latach sześćdziesiątych; dzisiaj wychodzi jeszcze tylko polskojęzyczny kwartalnik Kalejdoskop.”

Tel Awiw Foto: Bartek Bukowski

Izrael od ponad 30 lat zalewa fala Żydów z dawnego ZSRR. Wydaje się zatem gazety drukowane cyrylicą, są nawet rosyjskojęzyczne programy radiowe i telewizyjne. Uderza niestety przepaść kulturowa, jaka nadal dzieli nowoprzybyłych od pierwszych Izraelczyków. Ich znaczenie dla polityki Izraela jest jednak nie do przecenienia - nie zawsze w pozytywnym kontekście!

Wielkim osiągnieciem, ale również godnym podziwu wysiłkiem, było sprowadzenie do Izraela Falaszów (czarnoskórych etiopskich Żydów). Odbyło się to w ramach kilku spektakularnych operacji wojskowych, głównie w latach 80. i 90. XX wieku, gdy ich społeczności w Etiopii i obozach dla uchodźców w Sudanie zagrażało śmiertelne niebezpieczeństwo głodu oraz wojen domowych:

  • Operacja Mojżesz (1984–1985), przeprowadzona w tajemnicy przez izraelski Mossad we współpracy z USA i Sudanem - w jej wyniku mostem powietrznym przetransportowano bezpośrednio do Izraela około 8 tys. osób.
  • Operacja Salomon (1991), to trwająca zaledwie 36 godzin akcja, podczas której izraelskie siły powietrzne przy użyciu kilkudziesięciu samolotów ewakuowały z Etiopii ponad 14 tys. członków społeczności Beta Israel.

Falasze są w pełni uznawani przez izraelski rabinat za Żydów.

//

Wróć

Wydarzenia

> Czerwiec 2026 >
Nie Pon Wto Śro Czw Pią Sob
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30