Marsz Pamięci – Oświęcim, 14 czerwca
przez Maria Legieć
Pierwszy masowy transport więźniów do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu dotarł 14 czerwca 1940 roku. Data ta uznawana jest za początek funkcjonowania obozu.
Z więzienia w Tarnowie Niemcy deportowali wówczas 728 Polaków, w tym żołnierzy, członków ruchu oporu, inteligencję i młodzież - polskich więźniów politycznych, ludzi młodych, odważnych, często należących do pokolenia, które miało odbudowywać i umacniać Rzeczpospolitą po latach niewoli. Byli wśród nich harcerze, studenci, żołnierze kampanii wrześniowej, członkowie organizacji niepodległościowych, przedstawiciele polskiej inteligencji i zwykli patrioci, których jedyną winą była wierność Ojczyźnie. Pociąg wyruszył z Tarnowa, a po drodze zatrzymał się w Krakowie, gdzie dołączono kolejną grupę aresztowanych. W tym pierwszym transporcie znajdowali się głównie polscy więźniowie polityczni.
Wczesnym rankiem 14 czerwca 1940 roku wyprowadzono tych mężczyzn z żydowskiej łaźni rytualnej (mykwy), gdzie spędzili noc. Pod eskortą niemieckiej policji przemaszerowali w milczeniu ulicami Wałową i Krakowską w kierunku dworca kolejowego w Tarnowie. Mieszkańcy mogli ich obserwować wyłącznie z okien. Załadowano ich do wagonów III klasy, po 12 osób w przedziale i przewieziono bez informacji o miejscu docelowym. Po dotarciu do obozu Auschwitz mężczyźni przeszli upokarzającą procedurę rejestracyjną. Nadano im numery od 31 do 758. Odebrano im wszystkie rzeczy osobiste, ogolono głowy i ciała, zdezynfekowano ubrania. Zamiast imion i nazwisk otrzymali numery.
Oficer SS Karl Fritzsch przemówił do nich z przerażającą jasnością:
„Nie trafiliście do sanatorium, lecz do niemieckiego obozu koncentracyjnego. Jest stąd tylko jedno wyjście – przez komin. Jeśli są tu Żydzi, mogą żyć dwa tygodnie, księża miesiąc, reszta trzy miesiące.”
Pierwszymi trzydziestoma więźniami (więc od numeru 1 do 30) byli niemieccy kryminaliści sprowadzeni z KL Sachsenhausen w maju 1940: po nich rozpoczęto „numerowanie” polskich więźniów z transportu tarnowskiego. Jako pierwszy pod numerem 31 oficjalnie zarejestrowany został Stanisław Ryniak, student budownictwa, aresztowany przez Gestapo w Jarosławiu. Najmłodszym więźniem - w chwili deportacji miał 16 lat - był Kazimierz Zając. Otrzymał numer 261.
Walka o prawdę o Auschwitz nadal trwa.
Od wielu lat jesteśmy świadkami coraz bardziej bezczelnego i brutalnego zakłamywania historii, gdzie Naród polski - jedna z głównych eksterminowanych ofiar niemieckiego barbarzyństwa, naród okupowany, mordowany, więziony, wypędzany i ograbiany - próbuje się przedstawiać nie jako ofiarę, lecz jako wspólnika Niemców. Po tylu dekadach od zakończenia wojny państwo niemieckie wciąż nie poniosło realnej odpowiedzialności za zbrodnie popełnione na narodzie polskim. Miliony zamordowanych, setki spalonych miast i wsi, zlikwidowane elity, rozbite rodziny, zrabowane dzieła sztuki (o tym bedzie mój następny felieton), zrujnowany dorobek wielu pokoleń. W odpowiedzi słyszymy dyplomatyczne uniki - niezmiennie tylko: „pracujemy nad tym”. Jedyne co do tej pory Niemcy potrafili zrobić, to wystawić obok Urzędu Kanclerskiego w Berlinie 30-tonowy głaz. 30 ton pogardy wobec Polaków.
Równie bezwzględnie zachowują się środowiska żydowskie, które od lat zawłaszczają pamięć o Oświęcimiu i wykorzystują ją do realizacji bieżącej polityki oraz do zaspokajania swoich żądań finansowych.
Dla sprawiedliwości wobec kaźni Polaków nie ma miejsca ani w polityce niemieckiej ani żydowskiej.
Dlatego my - nie możemy nie reagować!
Nie możemy zgodzić się na świat, w którym nasi dziadkowie i pradziadkowie - więźniowie, żołnierze, konspiratorzy, kapłani, harcerze, matki, ojcowie i dzieci - zostaną wypchnięci poza margines historii albo, co gorsza, przedstawieni jako naród obciążony niemiecką winą. Jeszcze kilka lat temu, co do dziś brzmi niewiarygodnie, Polakom odmawiano prawa wejścia na teren muzeum obozu Auschwitz z biało-czerwoną flagą. W miejscu, gdzie ginęli polscy więźniowie, narodowy sztandar był zakazany. Obecnie, po wcześniejszym uzgodnieniu z muzeum, nareszcie można tam wejść z bialo-czerwoną flagą. W tym kontekście szczególnie bulwersujące jest to, że Radzie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau od 2025 roku przewodniczy Barbara Engelking - polakożerca, osoba kojarzona z narracją przekręcającą polską pamięć historyczną.
Dlatego Ruch Obrony Granic i Roty Marszu Niepodległości od lat podejmujący trud nagłaśniania tej prawdy i przywracania polskim ofiarom należnego miejsca w świadomości narodowej oraz międzynarodowej organizuje w niedzielę 14 czerwca na placu przed dworcem PKP w Oświęcimiu, Marsz Pamięci. „Spotkajmy się trzymając biało-czerwone flagi. Oddajmy hołd polskim bohaterom i pokażmy, że pamięć o ich losie jest wciąż żywa” - wzywa polski Naród - Ruch Obrony Granic. „Nasza obecność to również jasny sygnał dla świata i realizacja zobowiązania wobec przyszłych pokoleń: nie pozwolimy na zapomnienie ani na przekręcanie historyczej prawdy o tym, kto był ofiarą, a kto katem”!