Europejskie Centrum Ochrony Demokracji
przez Maria Legieć
i inne przykłady pustej retoryki Ursuli von der Leyen.
Po wejściu w życie taktatu z Lizbony (2009) i przejściu pod szyld włoskiego komunisty, Altieri Spinellego oraz po rewolucyjnych zmianach –Wspólnota ta, utworzona w 1993 roku m.in. przez Roberta Szumana, Konrada Adenauera, Alcide De Gasperi czy Winstona Churchila – uległa przeobrażeniu, a idee jej Ojców-Założycieli zostały pogrzebane i wspólnota przeobraziła się w nowoczesny związek radziecki z komitetem centralnym, który postawił sobie za cel m.in. ograniczenie suwerenności państw narodowych na rzecz wspólnych instytucji, żeby podejmować decyzje, obowiązujące jednocześnie w państwach unijnych.
Komitet centralny, czyli Komisja Europejska, to nazwa lepiej oddająca charakter tej instytucji, a która znana jest starszym pokoleniom Polaków z czasów dominacji „najlepszego z ustrojów”.
Na czele owego nowoczesnego komitetu centralnego postawiła się, niezwykle pazerna na władzę, pochodząca z niemieckiej arystokracji pierwsza sekretarz - przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która jak państwo może zauważyli, znajduje się u mnie od dawna na celowniki. Zarówno ona, jak i prowadzona przez nią Komisja Europejska, to najwybitniejsi specjaliści w ubiereniu ciemnych intencji we wzniosłe słowa.
Najnowszym tego przykładem może być działający od 24 lutego br. format monitorowania życia obywateli Unii Europejskiej pod nazwą Europejskie Centrum Odporności Demokratycznej [European Centre for Democratic Resilience - ECDR], które jest flagowym elementem Tarczy Demokracji, mającej chronić „rządy ludu” poprzez... narzucenie cenzury w sieci.
To Europejskie Centrum Odporności Demokratycznej ma według górnolotnych ale pustych słów w nazwie - walczyć z dezinformacją, przeciwdziałać zagranicznym manipulacjom informacyjnym oraz wzmocnić „odporność demokratyczną” (cokolwiek to oznacza!) w państwach członkowskich UE. Nie można wątpić, że inicjatywa stworzenia tego Centrum ma wymiar polityczny i że jego kluczowym zadaniem będzie wspieranie procesów wyborczych w państwach członkowskich. Stąd ten pośpiech. Najbliższe wybory odbędą się na Węgrzech, a więc w kraju, który sprawia Unii Europejskiej najwięcej kłopotów. A ponieważ rok 2026 jest jednym z najintensywniejszych w kalendarzu wyborczym, Ursula von der Leyen nie może spuścić oka także wybierania rządów w Bułgarii - 19 kwietnia, na Cyprze 24 maja, na Łotwie - 3 października, czy w Danii - 30 października. Nie wolno też pozostawić bez obserwacji i bez reakcji na wybory lokalne i samorządowe w Wielkiej Brytanii, Francji czy w Niemczech.
Chociaż inicjatywa „ochrony” zagrożonej demokracji – tego „Europejskiego Centrum Odporności Demokratycznej” pochodzi od Komisji to, jej ogłoszenie 24 lutego 2026 r. było świętowane tylko przez prezydencję Rady UE wraz z ministrami państw członkowskich. Nigdzie nie można znaleźć wiadmości, na ile w tworzeniu tej policji mogli wypowiedzieć się eurodeputowani reprezentujący swoje państwa w Unii Europejskiej.
Szefowa KE lojalnie uprzedza, że dla wzmocnienia „odporności demokratycznej” zaangażuje zarówno środowiska akademickie, jak i służby wywiadowcze. Wszystko po to, by można było się wsłuchiwać w jedynie słuszny głos Ursuli von der Leyen i żeby chronić taką demokrację „jak my to rozumiemy”. Dla uzupełnienia informacji o tym nowym projekcie autorstwa wyżej wymienionej dodam, że o planowaniu zorganizowania wewnętrznej jednostki szpiegowskiej na terenie UE była już mowa. W grudniu ub. Roku „Euronews” oraz „Financial Times” podały wiadomość tej treści: „Ursula von der Leyen planuje utworzenie własnych służb wywiadowczych przy Komisji Europejskiej”. Taka europejska służba wywiadowcza - CIA Unii Europejskiej - to dalszy krok w stronę kontroli nad umysłami mieszkańców kołchozu. Jest to europejska sieć dobrze płatnych - z pieniędzy obywateli i państw członkowskich – urzędników, którzy będą zbierać i kontrolować informacje, a potem donosić. Nowy organ miałby korzystać z informacji gromadzonych przez krajowe agencje wywiadowcze i „lepiej je koordynować”, a jego celem byłoby wzmocnienie strategicznych zdolności Unii i uniezależnienie się od Stanów Zjednoczonych
To jednak jeszcze nie wszystkie objawy autorytarnych ambicji przewodniczącej KE. Planuje ona też powołać Europejskie Obserwatorium Mediów Cyfrowych - to jest publiczny portal, dostarczający praktykom mediów, nauczycielom, uniwersytetom takich materiałów, które mają zwiększać świadomość demokratyczną i budować odporność na dezinformacje i w sumie wzmacniać rolę Komisji Europejskiej...
Ursula von der Leyen i jej organ będę wspierać finansowo lokalne media; przedstawią też zalecenia dotyczące wykorzystania AI w procesach wyborczych. Aby wzmocnić „odporność społeczeństw na manipulacje”, pani von der Leyen zapowiedziała też wspieranie edukacji obywatelskiej w szkołach i stworzenie sieci krajowych „Dialogow Polityki Młodzieżowej”. Nawet najmłodsi maja być właściwie, poprawnie politycznie ksztaltowani przez utworzenie Youth Dialogue Participation Unijnego Dialogu Młodzieżowego, który ma umożliwić partycypowanie młodym ludziom w wieku 13-30 lat w procesach politycznych i ich udział w dialogu z decydentami w ramach Dialogów Polityki.
Wszystko wskazuje na to, że - jak to sformuąował na platformie X były eurodeputowany Jacek Saryusz-Wolski: „w tej obronie demokracji brukselska eurokracja chce za wszelką cenę określić i zredefiniować wszystkie, jej zdaniem staroświeckie, dotychczasowe terminy, jak: prawda, dezinformacja i praworządność; chce stworzyć takie „ministerstwo prawdy”, oznaczając każdą narrację, która kwestionuje ich władzę, jako zagrożenie dla demokracji.” I będzie wspierać finansowo tylko te media, które powtarzają globalistyczną linię, jednocześnie demonizując i eliminując z platform głosy sprzeciwu jako „autokratyczne”.
Podobno demokracja opiera się na wolnym wyborze. Pytanie tutaj brzmi: czy wybór pozostaje w pełni wolny, gdy reguły debaty, przepływ informacji i narzędzia wyborcze podlegają wytycznym „Komitetu Centralnego”?...
I: co taka obrona demokracji ma wspólnego z demokracją?