Ciekawy ten dzień: 31 sierpnia

przez James Wilson

"Ciekawy jest ten dzień, 31 sierpnia 1982, kiedy w Gdańsku o mało nie zostałem zabity przez ZOMO."

Str. 3 biuletynu Solidarność Nr 7.70

Do tej pory wciska się ludziom bajeczki o bezkrwawej rewolucji w Polsce, mając na myśli prawdopodobnie fakt, że żadnemu z członków ówczesnego reżimu nie spadł włos z głowy, a większość aparatczyków uwłaszczyła się i ustawiła swoje rodziny na pokolenia do przodu. Dzisiaj ich potomkowie powielają na wiecach i manifestacjach te bzdury i próbują walczyć o zachowanie przywilejów, które w normalnym demokratycznym kraju nie mają racji bytu.

Jakże inaczej potoczyły się losy ludzi z drugiej strony barykady!

Wróćmy do zdarzeń z 31 sierpnia 1982. Mężczyzną, którego postrzał opisuje biuletyn podziemny Solidarności, okazał się Grzegorz Korzeniewski - rocznik 1950, urodzony w Sopocie, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego, członek Solidarności od 1 września 1980 roku, numer legitymacji związkowej: 000034, przewodniczący Solidarności - ogólnopolskiego związku zawodowego przemysłu i handlu pracowników motoryzacji, liczącego ponad 50 tys. członków.

Legitymacja członkowska NSZZ Solidarność

A oto, jak zapamiętał to zdarzenie:

"To było po południu. Strzelali do nas z wozu pancernego SKOT z ul. Marii Curie-Skłodowskiej. Próbowałem się schować za drzewo w parku naprzeciwko kościoła. Nic nie pomogło. Strzał był skuteczny. Pamiętam tylko krew i ból. Zemdlałem. Stojący obok mnie kolega wraz z innymi uczestnikami walki, przenieśli mnie do kościoła (Parafia Matki Bożej Częstochowskiej). Położono mnie na kościelnym katafalku. Był jakiś lekarz, byli członkowie Solidarności. Odniesiono mnie do budynku szpitalnego znajdującego się w pobliżu Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, przy tej samej ulicy. Lekarze zajmowali się rannymi na strychu szpitala. Tam, dopiero po długiej i ciężkiej operacji odzyskałem przytomność. Zranienie na piersi było bardzo poważne. Zaszycie ciała trwało długo, gdyż pocisk fosforowy wypalił sporą ilość tkanki. Ksiądz z tego kościoła zobowiązał się przewieźć mnie (z gromnicą) do domu, w godzinach nocnych (godzina milicyjna!). Udało się. Moja matka, sama lekarka, bardzo to przeżyła.

Nie mogłem tam długo zostać - musiałem się ukrywać. 26 stycznia 1983 roku zostałem zatrzymany przez SB z Gdańska, a pod koniec stycznia wylądowałem w więzieniu na Kurkowej 12 w Gdańsku. Koszmar. Twarde łoża, ścieżki zdrowia i rozwałki cel. Było nas 100. Moich dwóch tygodni na twardym łożu nigdy nie zapomnę. Pokazano mi, gdzie wykańczali "takich jak ja", - m.in. Danutę Siedzikówną - "Inkę". Postanowiłem dojść do tego, kto do mnie strzelał i za co nas męczyli na Kurkowej. Więzienie, na mój wniosek przekazało już komplet dokumentów do IPN'u."

Milicja w Gdańsku prowadziła dochodzenie w sprawie o druk ulotek i gromadziła dowody do 6 czerwca 1983. "...na mocy ustawy z 21.07.1983 o amnestii, Sąd Wojewódzki w Gdańsku postanowieniem z 8.08.1983 utrzymał w mocy postanowienie, zaskarżone 28.07.1983 przez Prokuraturę Rejonową w Gdańsku, domagającą się co najmniej 3 lat pozbawienia wolności." - czytamy w aktach.

Dzisiaj na listach uczestników walki z komunistycznym reżimem znajdujemy nazwiska osób, które tak na prawdę nie miały z nią nic wspólnego, ale przylepiły się do Solidarności, jak ta przysłowiowa "substancja" do kadłuba statku w piosence Młynarskiego "Diatryba" i teraz najgłośniej krzyczą: "Płyniemy!"

Wróć

Wydarzenia

> Grudzień 2017 >
Nie Pon Wto Śro Czw Pią Sob
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31